Zawrat i Świnica

Po wycieczkach pod hasłem "Zapoznajemy się z topografią Tatr" w Tatry Zachodnie i Wysokie, przyszła kolej na coś trudniejszego. I tu idealny wydał mi się Zawrat ze Świnicą, które testowałam już kilkakrotnie i wiedziałam, że nie będę tam mieć problemów – kwestia ambicjonalna, nie odważyłabym się pełnić roli przewodnika na szlaku, co do którego nie jestem pewna, czy sobie poradzę. Teraz, kiedy już M. złapał bakcyla, możemy razem porywać się na największe hardkory, ponieważ startujemy z tej samej pozycji. Ale na tym pierwszym wyjeździe imponowanie pewnością siebie i znajomością terenu było dla mnie bardzo istotne;)

Na Zawrat można wejść na dwa sposoby: długim ale łatwym, "chodnikowym" szlakiem od Pięciu Stawów bądź znacznie krótszym, ze sztucznymi ułatwieniami, stromym podejściem z Doliny Gąsienicowej.

Do Gąsienicowej można dostać się na kilka sposobów, z których każdy jest żmudny. Stosunkowo najmniej męczący, choć nieprzyjemny (wystające kamienie), nudny (9 km lasami) i długi (jw.) jest szlak przez Dolinę Suchej Wody, zaczynający się nieopodal leśniczówki Brzeziny, niedaleko wjazdu z drogi Oswalda Balzera na Murzasichle. Dla nas miał on jednakowoż pewien walor: nie trzeba było jechać do Zakopanego i stamtąd podchodzić przez regle, wystarczyło złapać stopa na Balcerku – prędzej czy później zawsze ktoś sympatyczny się zatrzyma.

Dolina Suchej Wody (znaki czarne) wyprowadza, po dwóch dłużących się w nieskończoność godzinach, do Doliny Gąsienicowej. Kolejne słynne miejsce, kolejne panoramy, ściany Orlej Grani naokoło, widzieliśmy akcję śmigłowca itp. – ja jednakowoż postanowiłam skupić się na samym gęstym, czyli na podejściu pod Zawrat i, w dalszej kolejności, na Świnicę.

Przez dolinę prowadzi wygodny chodnik, którym wspinamy się najpierw na wysokość Czarnego Stawu Gąsienicowego, a następnie Zmarzłego Stawu, od którego zaczyna się już bezpośrednie podchodzenie na przełęcz. Od schroniska Murowaniec (polecam żurek, odradzam pierogi – porcja jak dla dziecka) cały czas idziemy szlakiem niebieskim, na którym panuje ruch jak na nie przymierzając szosie na Morskie. Staje się jasne, dlaczego to właśnie Zawrat ma swoim koncie rekordową w rejonie Orlej ilość ofiar śmiertelnych, to jest 17 (wg przewodnika Orla Perć Dariusza Dyląga, wydanego w 2006), pomimo iż pobliskie szlaki przez Kozią Przełęcz czy Żleb Kulczyńskiego są bardziej karkołomne. Zawrat jest znany i popularny, toteż generuje naprawdę potężny ruch, a skutki są łatwe do przewidzenia.

Tak przedstawia się przełęcz ze ścieżki trochę powyżej Zmarzłego Stawu. Szlak jest zarysowany w kształcie odwróconego S. Stosunkowo łatwo wypatrzeć ludzi:

Zanim wejdziemy w teren skalny, wędrujemy typowym tatrzańskim chodnikiem. Odcinek w skałach jest stosunkowo krótki, odcinek z ułatwieniami jeszcze krótszy. "Samo gęste" to zaledwie kilkadziesiąt metrów.

Szlak wreszcie wchodzi w skały, ale na ułatwienia jeszcze za wcześnie, póki co idzie się jak po schodach:

Wreszcie zaczynamy wspinaczkę. Dzięki łańcuchom i klamrom jest stosunkowo prosta – owszem, trzeba się tu i ówdzie podciągnąć czy chwilę zastanowić, gdzie postawić nogę, ale nie jest to przejście na którym można by utknąć na skutek samych trudności technicznych, jeśli ktoś poza tym się nie boi i jest przeciętnie sprawny fizycznie. Pech może się oczywiście przytrafić zawsze i każdemu, i nie chcę powiedzieć, że Zawrat jest banalny. Ale hardkorowy też nie.

Ekspozycja momentami jest spora, ale łańcuch w dłoniach dodaje pewności siebie. Prawdziwym problemem mogą się okazać ludzie. Jedni napierają z tyłu, inni złażą, trzeba robić nie zawsze bezpieczne mijanki. Co prawda zwykle wszyscy są uprzejmi i nie popędzają się wzajemnie, ale jest jednak presja, żeby nie odpoczywać za długo w jednym miejscu.

To już odcinek końcowy, niewielki a fotogeniczny kominek, po pokonaniu którego kończą się ułatwienia i ostatni fragment ścieżki wyprowadza na przełęcz:

Ostatnie kroki w kominku:

Przełęcz wznosi się na wysokości 2159m n.p.m. Widok oczywiście jest piękny, ale nie umywa się do panoramy z Krzyżnego. Sława Zawratu ma najwyraźniej związek z trudnościami wejścia. Na zdjęciu poniżej widać między innymi Szpiglasowy Wierch i Przełęcz, tę ostatnią centralnie pod płatem śniegu pod Cubryną:

Od Zawratu nominalnie zaczyna się Orla Perć. Tu widok na jej początkowe partie, jeszcze przed trudnościami:

Czerwony szlak na Świnicę początkowo zbiega w dół żwirową ścieżką. Będziemy iść wzdłuż jej potężnego ramienia, stopniowo się wznosząc. Aż do wierzchołka idziemy trawersem, dlatego przez cały czas (lekko upraszczając) po prawej ręce będzie ściana, po lewej przepaść, co niekoniecznie jest widoczne na wszystkich zdjęciach. Ekspozycja jest tam jednak naprawdę spora, przy czym szlak nie jest trudny technicznie, na pewno łatwiejszy od Zawratu. Część łańcuchów w dobrych warunkach pogodowych ma znaczenie czysto psychologiczne.

Najbardziej eksponowany odcinek, bezpośrednio nad przepaścią. Bez trudności, ale nie daj Bóg się tu potknąć czy pośliznąć:

Jedyne trudniejsze miejsce, 20-metrowa ścianka z drabinką z klamer w górnej części:

W momentach trudniejszych, kiedy już zaczynamy się bać, należy się zastanowić: co czułbym, gdyby ten fragment ścieżki znajdował się kilka metrów nad ziemią? Czy też uznałbym go za tak ciężki? Czy tym, co mnie przeraża, jest skała przede mną czy 300 metrów za moimi plecami? W większości przypadków po prostu paraliżuje nas ekspozycja, a po uczciwym zastanowieniu faktyczne trudności techniczne okazują się znacznie mniejsze, niż się wydawało. Grunt to zapomnieć o tych kilkuset metrach w dole. Szlak na Świnicę należy do tych, co do których odpowiedź na to wewnętrzne pytanie brzmi: można wejść z palcem w…

Na znacznej części trasy ułatwień nie potrzeba, idziemy zwykłą ścieżką, tyle że wąską i eksponowaną:

Pierwszy widok na wierzchołek Świnicy:

A to już fragment panoramy ze szczytu, położonego 2301m n.p.m. Szczyt jest średnio obszerny, ale kilkanaścioro ludzi spokojnie się zmieści. Słyszałam o osobach, które (z łatwym do przewidzenia rezultatem) próbowały stamtąd schodzić do Gąsienicowej, bo podobno wydaje się to proste. No nie wiem, jak dla mnie to tam naokoło jest na masę przepaściście.

Na pierwszym planie Kaspro, dalej Czerwone Wierchy, po prawej Giewont

Widok na Dolinę Gąsienicową z Murowańcem, Zakopane, Podhale i Beskidy

Zejście w kierunku Kasprowego jest proste, łańcuchy tylko na fragmencie. Tym razem nie trawersujemy, a idziemy prosto w dół, więc ten odcinek pokonuje się szybciej niż wejściowy. Schodzimy na Świnicką Przełęcz, skąd można bądź bezpośrednio zejść do Doliny Gąsienicowej, bądź udać się granią na Kaspro czy nawet dalej, na Czerwone Wierchy. Na całej długości drogi kilka szlaków zejściowych.

Trasa dostaje ode mnie mocne ***, Zawrat nawet ***/****. Nie polecam jedynie osobom wrażliwym na ekspozycję. Co do sprawności, nadnaturalna nie jest bynajmniej wymagana, co nie znaczy że nie należy być ostrożnym. Jest skąd zlecieć i to w bardzo łatwy sposób. Przy czym w dobrych warunkach pogodowych, bez niepotrzebnego brawurowania, tylko prawdziwy pech może zagrozić naszemu bezpieczeństwu. Polecam tym, którzy boją się uderzać na Orlą i chcieli by wcześniej mieć przedsmak, jak tam jest. Szlak nie jest porażająco trudny, ale w klimat niewątpliwie wprowadza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s