Garbh Bheinn of Ardgour

Garbh Bheinn (zaznaczyłam, że ten z Ardgour, bo koło niedalekiego Kinlochleven jest drugi) mierzy zaledwie 885m n.p.m. zatem zalicza się do korbetów. Plan zakładał obadanie scramblingowej Pinnacle Ridge, ale coś się nam pomieszało z mapą, w sumie do tej pory nie wiem, jak to się stało, ale koniec końców przeszliśmy się granią główną. Z tym że i tak było bardzo fajnie – góra jest zdecydowanie godna polecenia.

Garbh Bheinn leży nad Loch Linnhe, bardzo blisko przeprawy promowej w miasteczku Corran. Startujemy z parkingu przy drodze A861 położonego tuż za miejscowością (hmmm, 3 domy) Inversanda. Jakaś ścieżka jest, ale najlepiej wbijać się po swojemu. Góra oferuje zarówno prawdziwe ściany, jak i banalne trawiaste zbocza, a także – i to nas interesowało – scrambling o różnym stopniu trudności.

Tym razem cel jako taki nie liczył się, ważna była zabawa i trening przed przyszło-weekendową eskapadą.



Wierzchołek, ścianki w centrum są naprawdę konkretne:

Kropka poniżej łoi. W sumie były dwa dwuosobowe zespoły.

My natomiast scramblingowaliśmy sobie radośnie, wybierając warianty adekwatne do indywidualnych możliwości.

Jeden z zespołów:

Mariusz i Wojtek, cytując tego ostatniego, mierzą się na ch***. Obydwoje udowodnili co mieli udowodnić. My z Batem zdecydowaliśmy się jednakowoż na lajtowszą drogę.



Pogoda trafiła nam się taka bardziej śródziemnomorska:

Resztki śniegu ostały się tylko gdzieniegdzie, najwięcej oczywiście na szczycie Ben Nevisa:

Widokowo Garbh Bheinn jest niesłaby, ponieważ podziwiać z niego można rejony od Glen Shiel aż po Ben Cruachana, ze szczególnym uwzględnieniem mojego ukochanego Lochaber.

W dolinę schodziliśmy nieprzyjemnym żlebem w którym wszystko się ruszało. Pozostałe warianty (wśród nich także Pinnacle Ridge, którą zlokalizowałam o wiele za późno) były bardzo strome i lepiej nadawały by się do wchodzenia. Poza tym żleb jest upierdliwy, ale że opada z najniższego fragmentu grani, dolinę osiąga się ekspresowo.

Garbh Bheinn w całej okazałości:

I na deser widok na masyw Bideana nam Bian z baru w Onich. Prawdopodobieństwo takiej sielanki pogodowej, kiedy akurat człowiek wybiera się w szkockie góry, oceniam na zbliżone do trafienia co najmniej czwórki w totka.

Bardzo nam się podobało, pomimo nieznalezienia drogi przez Pinnacle Ridge zdołaliśmy zapewnić sobie trochę atrakcji. Skała jest świetna, bardzo szorstka i przyczepna – warto zabrać rękawiczki, nam się zapomniało i trochę wiązanek poszło na okoliczność. Góra dla każdego, bo trudności można sobie wybrać i stopniować samemu.
Tu reszta zdjęć >>LINK<<. Polecam, cudności wyszły.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s