Ben Vorlich i Stuc a’Chroin

Nr 35, Ben Vorlich i nr 36, Stuc a’Chroin

Wymowa: ben worlih; stuk a krojn

Znaczenie nazwy: hill of the bay; w zależności od źródła peak of danger/peak of the sheepfold (jak zwykle, WTF?)

Wysokość:
985m n.p.m.; 975m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 165.; 182.

Data wejścia: 22.05.2009

Ben Vorlichy są dwa, ten drugi nad Loch Lomond. Nasz BV kusił nas o tyle, że razem z sąsiadem Stuc a’Chroin stanowią bardzo charakterystyczny element panoramy widzianej z Pasa Centralnego. Jedynie Ben Lomond jest wysunięty bardziej na południe. Ben Vorlich i Stuc a’Chroin to forpoczta Highlandu (administracyjny Highland zaczyna się na północnych stokach Glencoe, ale dla mnie granicą jest Callander), morze szczytów otwiera się dopiero za nimi, one są jeszcze jedną nogą w Lowlands. Vorlicha z kuplem widać nawet z naszej okolicy, tylko trzeba znaleźć odpowiednio wysoki punkt (najdalszym munrosem którego zlokalizowałam z rejonu Livingston jest Ben More).
Jadąc z południa, mijamy Callander i przed miejscowością Lochearnhead skręcamy na mikrą ścieżkę biegnącą wzdłuż południowego brzegu Loch Earn. Ścieżka jest naprawdę mini-mini, z mijankami.

Droga rozpoczyna się nieopodal Ardvorlich House, który jest uwzględniony w atlasach i na mapach, AFAIR są też stosowne drogowskazy, więc ciężko przegapić. Etapem pierwszym będzie marsz przez Glen Vorlich – z jej zarania góra prezentuje się tak:

Do pewnego momentu szlak trawersuje ramię góry, by w końcu się na nie wbić i dalej już w jedynym oczywistym kierunku. Wejście jest szybkie i banalne (nam marsz od wylotu Glen Vorlich na szczyt zajął 2h, a bynajmniej się nam nie spieszyło). Ben Vorlich to bez żadnych wątpliwości jeden z łatwiejszych i mniej forsownych munros w ogóle.

Ostatnie podejście:

Najbardziej liczyłam na widoki na Lowlands, a konkretnie chciałam wypatrzeć Livingston, Edynburg i Pentland Hills. Niestety widoczność na tę stronę nie była najlepsza, chociaż Highlands za naszymi plecami lansowały się bezwstydnie, pozwalając sięgać wzrokiem po początki Glencoe i ośnieżone Cairngormsy. Pierwszy raz człowiek poszedł hillwalkingować nie dla widoku gór, to szkocka pogoda i tak go wydymała. Takie rzeczy, to tylko tu.

Z Vorlicha na Stuca nie jest daleko:

Najpierw obniżamy się na głęboką przełęcz, potem mamy odcinek praktycznie po płaskim, by osiągnąć podnóże stromej formacji – jakby boulderów poprzerastanych trawnikami – tędy po prawej stronie biegnie stroma ścieżka, wyprowadzająca w ekspresowym tempie w rejon szczytu.


Po lewej ledwo widoczny zarys Ochil Hills, za nim jasna plama zatoki Forth, po drugiej stronie której leży Edynburg

Na tym stromszym fragmencie rozpadał się grad i zrobiła się taka ślizgawica, że w tym łatwym przecież terenie uważaliśmy na każdy krok. Przy okazji gdzieś w tym rejonie potwierdziło się Pierwsze Prawo Vespy: jeżeli na ścieżce znajduje się dziura (to prawo, w nieco zmienionej formie, dotyczy też kałuż), opcjonalnie uformowana pod takim kątem że nawet celowo byłoby ciężko włożyć do niej nogę, Vespa wpadnie w nią bez pudła.

Loch Earn, a przyprószone dalekie góry po prawej to już początek Cairngorsmsów:



Grupa Ben Lawersa – Meall Corranaich, Beinn Ghlas i sam Lawers
:

Vorlich ze Stuca:

Beinn Tulaichean, Stob Binnein oraz Ben More; na prawo od tego ostatniego, na ostatnim planie prawdopodobnie zarys Creise:

Trossachs i Arrochar Alps, z widocznymi Ben Lomondem i Cobblerem, kry niestety przy tym rozmiarze zdjęcia jest praktycznie nie do rozpoznania:

Ze Stuca schodziliśmy tą samą drogą do przełęczy, skąd można wydeptaną, wygodną ścieżką strawersować Ben Vorlicha – ścieżka łączy się ze szlakiem dojściowym w Glen Vorlich, tuż przed miejscem gdzie podchodzący zaczynają się wbijać do góry.

Wycieczka na oba munrosy generuje same zalety. Przede wszystkim, bliskość z Pasa Centralnego – z Edynburga niewiele ponad godzinę. Zdecydowanie nie trzeba wstawać o czwartej. Ponadto: łatwość, nieforsowność i ogólny lajt przy jednoczesnej znacznej widowiskowości. Po wrażenia i hardkory jeździ się do Torridonu czy na Skye, a na sympatyczny spacer kondycyjny polecam właśnie Ben Vorlicha z sąsiadem. Mnie osobiście urzekło zestawienie dwóch kompletnie różnych światów – z jednej strony swojskie (ok, słabo widoczne, ale widziałam gdzie patrzeć) rejony, które kojarzą mi się z pracą i życiem codziennym, a w przeciwnym kierunku dalekie zarysy miejsc, które są dla mnie odskocznią i relaksem. Przecież odległość między nimi nie jest duża, skoro można je ogarnąć wzrokiem stając na górze. A jednak to dwa zupełnie różne światy.

Na deser zameczek nad Loch Earn:

Przebieg zielonego trawersu może się minimalnie różnić:

Całość: >>LINK<<

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s