Cairn Gorm przez Fiacaill Ridge


Nr 40, Cairn Gorm

Wymowa: kern gorm

Znaczenie nazwy:
blue cairn like peak (chyba jasne już jest, czemu przestałam tłumaczyć nazwy?:/)

Wysokość: 1244m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 6.

Data wejścia: 19.06.2009

Po emocjach Liathach postanowiliśmy kompletnie zmienić klimat i wyskoczyć w Cairngormsy. Mariusz poprosił mnie o znalezienie tam jakiegoś scramblingu, żeby trochę urozmaicić sobie trasę, zaproponowałam więc Fiacaill Ridge, o której wyczytałam, że jest krótka i niezbyt trudna (dwójka), co istotne było zwłaszcza dla mnie, bo nie chciałam być na drugi dzień zjechana w pracy.

Po noclegu w namiocie w Glenmore, koło Aviemore, podjechaliśmy pod dolną stację kolejki na Cairn Gorm. Stacja mieści się na ponad 600m wysokości, zatem podchodzenia na szczyt, niezależnie od wybranego szlaku, jest stosunkowo niewiele.

Od stacji wyraźną ścieżką w kierunku mniej więcej południowym, aż po niedługim marszu ukazuje się taki oto kocioł:

Fiacaill Ridge biegnie po lewej, kulminując w niepozornym z tej perspektywy Fiacaill Buttress. Na grań wbijamy wedle uznania – być może jest gdzieś tam ścieżka, my jej w każdym razie nie znaleźliśmy i przyszło drałować po kamiennym rumowisku.
Na ścianach tak charakterystycznych dla tej części Grampianów stromych kotł
ów można nieźle załoić:

Sama grań to początkowo sterta kamieni. Gęstego jest zaledwie 150m.



Podejście widać poniżej. Od prawej leży łatwiejszy teren, którym można ominąć jakiś fragment, jeśli wola. Od lewej jest lufiasto.

Miałam w niektórych momentach niezłego pietra, bo wiatr był taki, że parę razy na serio bałam się, że mnie zepchnie.

Mariusz atakuje Fiacaill Buttress. Ja nie byłam pewna, włazić czy ominąć – kiedy wszedł, krzyknął do mnie, że jest łatwo ale żebym jednak ominęła. Przeszłam bokiem i nie żałuję. Z przyjemnością wrócę i ogarnę ten fragment w ładną pogodę, ale przy silnym wietrze i mżawce, skoro miałam możliwość zrezygnować, skorzystałam.

Końcówka grani:

Cairngorms Plateau kojarzy mi się najbardziej z Karkonoszami. Wysoko wyniesiony płaskowyż, kotły, nawet formacje skalne podobne (o ile pamiętam po mojej jedynej wizycie tamże sześć lat temu). Tylko roślinność inna, same mchy i porosty.

Nasza grań z dystansu:

Kiedy osiągnęliśmy plateau, wszystko zakryła mgła. Nie zmartwiło nas to jednak specjalnie, ponieważ nawigacyjnie trasa jest prosta – wystarczy iść wzdłuż krawędzi kotła, mając ją po lewej stronie, a nie sposób nie wyjść w końcu na Cairn Gorm. Kiedy po jakimś kwadransie energicznego marszu chmury się przerzedziły, włosy stanęły nam na głowie. To był zupełnie inny krajobraz, niż się spodziewaliśmy, po Cairn Gorm ani śladu, przed nami jakiś inny kocioł i inna dolina. Przypomniałam sobie, co nasz przewodnik z Curved Ridge mówił o kluczowej roli nawigacji w Cairngormsach. Zabłądziliśmy właśnie w najklasyczniejszy z możliwych sposób.

Wiadomo było, w która mniej więcej stronę należy wracać. Na szczęście chmury chwilowo sobie poszły. Skierowaliśmy się w kierunku z kt
órego przyszliśmy, biorąc kurs na widoczną w oddali przełęcz. Jeśli z przełęczy widać będzie Aviemore, to jesteśmy uratowani. Okazało się, że wyszliśmy centralnie na kocioł, Fiacaill Ridge mając po lewej. Wcześniej, we mgle, skierowaliśmy się zamiast wzdłuż krawędzi, w głąb płaskowyżu. Nie mam pojęcia jak nam się to udało.

Droga na Cairn Gorm, przypominający wielki stóg siana, z przełęczy była spacerowa:

Po prawej ciemne ściany kotła, w sąsiedztwie którego objawiliśmy się po błądzeniu we mgle:

Jeszcze nie jestem w stanie podpisać okolicznych szczytów, moja znajomość terenu jest póki co mizerna.

Widoków z Cairn Gorma nie będzie, ponieważ ogarnęły nas paskudne chmury które zresztą już się z plateau nie ruszyły – mimo kiepskich warunków i tak trafiliśmy na niezłe okno pogodowe.
Z wierzchołka zbiega ceprostrada, jakiej jeszcze w szkockich g
órach nie widziałam: normalnie brukowana droga, wykopczywkowana, po bokach "poręcze" z odblaskowych linek. Od górnej stacji kolejki zaczyna się droga jezdna – muszą jakoś dowozić zaopatrzenie – ale ponieważ wiedzie nieekonomicznymi długimi trawersami, warto ją skrócić idąc na rympał wzdłuż nartostrady. Klimat zejścia taki trochę gubałówkowy.

Fiacaillowi po ostrzu grani daję *** z plusem, ale dla mnie osobiście główną atrakcją było samo plateau. Żałuję, że nie mogliśmy poeksplorować go dłużej. Pustka, surowość, rozległość – dobrze się czuję w takich miejscach, uspokajają mnie.
A tak nawiasem. Moje obawy co do wiatru nie były przesadzone. W kt
órymś momencie podchodzenia na Cairn Gorm naprawdę zawiało tak, że poleciałam na plecy. Do tej pory zdarzało mi się co najwyżej lekko utracić równowagę – to był pierwszy raz, kiedy w absolutnie dosłownym sensie wiatr mnie przewrócił. Mariusz miał niezły ubaw. Co do mnie, cieszyłam się że nie stało się to na grani.
Fajna, ciekawa, niedługa wycieczka.


Zdjęcia: >>LINK<<

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s