Czerwona Ławka

Szlak przez Czerwoną Ławkę jest jedną z dwu znakowanych tras w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich (drugim jest droga na Lodową Przełęcz). Podobno jeden z najtrudniejszych na Słowacji, słynący z ekspozycji. Jako że byłam już po Orlej, nie dałam się tym informacjom zastraszyć (normalnie prawdziwy ze mnie brejwhart ;D). Bardzo natomiast chciałam zweryfikować ich prawdziwość.
Plan zakładał zejście z przełęczy do Doliny Staroleśnej, oraz powrót Doliną Zimnej Wody do Terinki. Ładna pętelka, nie za długa, nie za krótka, taka w sam raz. Podobało mi się też, że trudności są na samym początku, więc nie będę jeszcze zmachana.

Po prawej stronie od przełęczy widnieje Mały Lodowy Szczyt, po lewej Spąga:

Po chodniczku przekraczamy ramię Kopy Lodowej, i po krótkim czasie napotykamy rozstaj szlaków. Zielony będzie sobie szedł na Lodową Przełęcz, my truchtamy żółtym pod ścianę.

Pod łańcuchami pierwsze zaskoczenie. To, co wydawało się z odległości niemal pionową ścianą, w rzeczywistości jest zboczem. Ok, w górnych partiach dość mocno nachylonym, ale zdecydowanie nie pionowym. Chwilę przyglądamy się zmaganiom ludzi na łańcuchach i nadchodzi zaskoczenie drugie – ułatwienia są porozwieszane nieco bezsensownie. Przede wszystkim, biegną po dość gładkim fragmencie, podczas gdy po lewej stronie mamy genialnie urzeźbiony, znacznie przyjaźniejszy teren. Mariusz zdecydował, że będziemy wchodzić po swojemu, a gdyby wyżej wystąpiły jakieś trudności, po prostu przetrawersujemy do ułatwień.

Mniej więcej cztery piąte szlaku to dość prosty scrambling. Dopiero w końcówce, kiedy zrobiło się stromiej, zaczęłam trochę cykorzyć. Mariusz zdecydował, że idzie po swojemu aż do końca, ja nie byłam pewna – mityczna lufa okazała się o wiele mniejsza niż sobie wyobrażałam, ale wystarczająca by się ładnie sturlać w razie pomyłki. Już całkiem blisko celu podjęłam decyzję, że jednak przeproszę się z łańcuchami.

Są rozmieszczone w taki sposób, że parę razy musiałam się podciągnąć, a że nie jestem w tym najlepsza, ta końcówka mnie zmęczyła. Generalnie uważam, że podejście to jest nieco trudniejsze od Zawratu, ale chodzą w tej samej wadze.

Z przełęczy można w 45 minut wleźć na Mały Lodowy, ale ja o tym nie pamiętałam, a Mariusz nie wiedział w ogóle – czy to dobrze, czy źle, nie wiem, w każdym razie poszliśmy zgodnie z planem. Tu pierwsze metry za przełęczą, łańcuchów jest tylko kilka i przydają się, bo skała jest dość gładka:

Z przełęczy chodnikiem schodzimy do pięknej i dzikiej Doliny Staroleśnej. Podobnie jak w sąsiedniej Małej Zimnej Wodzie, to są Tatry Wysokie pełną gębą: poszarpane granie, turnie i turniczki o koronkowych kształtach, ogromne piarżyska. Coś pięknego. Poniżej w centrum niesamowity Staroleśny Szczyt, a przełęcz po prawej to chyba Rohatka, ale tę widziałam dotychczas jedynie od drugiej strony więc muszę jeszcze sprawdzić:

Pośrednia Grań ma tak samo zwariowane linie z obydwu stron:

Poniżej Sławkowski Szczyt – i pomyśleć, że z chaty Zamkovskiego wygląda tak niepozornie – a w dole dach Zbójnickiej Chaty (za ich pražený syr można dać się pokroić):

Ze Zbójnickiej bardzo ładny i niestety niemiłosiernie zatłoczony szlak sprowadza w dolną część doliny. Koło Warzęchowego Stawu na skale rozpięte są łańcuchy, może na wypadek oblodzenia? Albo dlatego, że tak tam tłoczno i mnóstwo małych szkodników łazi? Naprawdę, takich tłumów jeszcze w Tatrach Słowackich nie widziałam, choć fakt, iż nawet Nyka pisze że obie Studene Doliny (Staroleśna to V’elká Studená dolina , Małej Zimnej Wody – Malá Studená dolina) są jednym z bardziej zatłoczonych miejsc po południowej stronie granicy.

Poniżej jeden z tragarzy. Szacun wielki dla tych ludzi, mój plecak bazowy ważył tego roku 13 kg i przez cały czas gdy był na moich plecach miałam wrażenie, że taszczę wór kamieni. Ci ludzie potrafią wnieść do schronisk ponad 100 kg, a wcale nie idą jakoś bardzo wolno. Straszne cyborgi, mam nadzieję że przynajmniej dobrze im płacą.

Już za połączeniem obu dolin, na szlaku do Chaty Zamkovskiego, spotkaliśmy dziewczynę-tragarza. Pakunek dźwigała mniejszy niż panowie, ale i tak byłam pod wrażeniem.

Już w Małej Zimnej Wodzie obserwowaliśmy z napięciem akcję śmigłowca w ścianie Pośredniej Grani. Trochę to trwało, ale w końcu pobrał kogoś ze ściany. Myśleliśmy, że uratowali kogoś, nawet go głowy nam nie przyszło, że tam się rozegrała tragedia – człowiek zginął, znany himalaista zresztą. Aż mnie dreszcz przeszedł, jak później dowiedziałam się, że wypadek zdarzył się po 11 – my obserwowaliśmy transport ciała po 14, więc partnerzy tego pechowca, również w pełni widoczni, siedzieli w ścianie ponad jego zwłokami prawie trzy godziny. Współczuję.

Wycieczka była – pomijając przykry akcent na końcu – nadzwyczaj udana. Przede wszystkim zwiedziłam dotychczas zupełnie mi nie znaną, a bardzo ładną, Dolinę Staroleśną. Sama Czerwona Ławka jest fajna, ale jak pisałam wcześniej, straszne opowieści dziwnej treści są przesadzone, przede wszystkim tam nie ma aż takiej ekspozycji, jest po prostu w górnej części znaczna stromizna, niemniej nie da się tego nazwać pionowym urwiskiem, jak można sobie wyobrażać po lekturze niektórych opisów. Taki dłuższy i trochę trudniejszy Zawrat, że się powtórzę. No i te nieszczęsne tłumy na całej długości pętli – w słoneczny dzień nie ma przebacz, nie da się ich uniknąć. Mimo to trasa jest zdecydowanie warta polecenia.

Zdjęcia z całego pobytu w Terince tutaj: >>LINK<<

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s