Sgor na h-Ulaidh. Glencoe padło.


Nr 50,
Sgor na h-Ulaidh

Wymowa: skor na hulej

Znaczenie nazwy: rocky peak of treasure

Wysokość: 994m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 149.

Data wejścia: 9.10.09

Sgor na h-Ulaidh ze względu na swoją specyfikę nie jest tak popularny jak pozostałe szczyty Glencoe. Jako jedyny leży w znacznym oddaleniu od A82, z szosy nie widać go w ogóle, a w dodatku ma pecha mieć za sąsiada imponujący Wielki Tron Glencoe, czyli masyw Bideana nam Bian. My również zostawiliśmy go sobie na sam koniec.

Samochód zostawiamy na parkingu za zjazdem na Clachaig Inn (jeśli zaś jedziemy od strony miejscowości Glencoe, będzie to pierwszy parking w dolinie). Szosą tuptamy kilkaset metrów aż osiągamy wylot dolinki którą biegnie szeroka droga jezdna (nie sposób przeoczyć, początek drogi znajduje się dokładnie za łuku zakrętu szosy).

Kiedy wbijamy w dolinkę, munrosa wciąż nie widać. Po lewej za to wznosi się grzbiet, który na niego wyprowadza, Aonach Dubh a Ghlinne. Zgodnie z zaleceniami książki skierowaliśmy się od razu na niego, wygodną drogę zostawiając sobie na zejście. Wchodziliśmy zupełnie po swojemu, nie starając się wbijać pionowo do góry, a bardziej trawersować upierdliwe zbocze. Upierdliwość jego polegała raz na długości, dwa na stromości wystarczającej, żeby szybko zmęczyć, trzy – na fakcie iż po osiąganiu kolejnych, wydawałoby się, finałowych jego partii, ukazywało się kolejne spiętrzenie.

Poniżej wyraźnie widać początek trasy, po prawej lansuje się Pap of Glencoe:



Cały czas możemy podziwiać śmiały profil Aonach Eagach, najciekawszej miejscówki w polu widzenia:

Za plecami mamy dwumunrosowy masyw Beinn a’Bheithir, który prezentuje się z tej perspektywy raczej niepozornie – a to taka fajna trasa w rzeczywistości jest:

Wreszcie osiągamy grzbiet i ukazuje się Sgor na h-Ulaidh – to to wzniesienie po prawej. Od momentu wyjścia na grań (znowu mnie Mariusz opieprzy, że szafuję tym słowem, ale jak nazwać coś, co, choć szerokie i obłe, ma po obu stronach spady) to już spacer. Musimy tylko podejść na najwyższe spiętrzenie, niezakwalifikowanego do munros ze względu na zbyt małą wybitność Stob an Fhuarain. Wbijka z niego na naszego munro to już moment.

Z Aonach Dubh a Ghlinne wreszcie odsłania się reszta Glencoe, a dokładnie to wszystko, czego nie zasłania Bidean i jego satelity.



Bidean i Stob Coire nam Beith (to ten wierzchołek po lewej):

Wiatr był taki, że rzucało nami, mną oczywiście najgorzej. Kilka razy wiatr dosłownie mnie posadził i nie mogłam wstać. Na trasie takiej jak ta mogło to być zabawne, ale w terenie eksponowanym… Nawet nie chcę sobie wyobrażać.

Co ciekawe, nasz raczej opływowy w kształtach munros w okolicach szczytu ujawnił całkiem konkretną lufę, niestety tylko na odcinku kilku metrów i tylko po jednej stronie. Wierzchołek jest skalisty, żeby się nań wspiąć trzeba użyć rączek. Nie chcę być źle zrozumiana – trudności są żadne, akcentuję tę "lufiastość" i "skalistość" – owszem, obie na króciutkich odcinkach i nie wpływające na trudność szlaku – jedynie po to, by zaznaczyć, że nie jest to totalna kopa typu Schiehalliona, a takiej się spodziewałam.

Obniżyliśmy się najpierw kawałek na zachód granią szczytową, by w dogodnym naszym zdaniem miejscu zacząć schodzić na rympał do doliny. Zejście to, o którym wiedzieliśmy tylko tyle, że jest strome, trochę dało nam popalić. Trawy są tam poprzerastane pasami skał, których nie da się ominąć. Przy suchym – lajtowy scrambling, urozmaicający monotonię zejścia. Niestety czy to powodu mżawki, czy typu skał, czy tego, że porośnięte były jakimś śluzowatym mchem – a najpewniej wszystkiego na raz – było totalne lodowisko i w kilku miejscach musieliśmy trochę kombinować. Na naprawdę łatwej drodze, gdzie w dodatku nie było mowy o żadnej lufie, bo schodziliśmy zboczem, a z tych skałek nie zleciałoby się więcej niż kilka metrów. Ów fragment, dzięki tym konkretnym warunkom, dodał trochę pieprzu spacerowej trasie.

Samą dolinę pokonuje się ekspresowo, należy jedynie pamiętać, iż przez usytuowane tam prywatne ogrody nie wolno przechodzić – właściciele zapewnili jednak ścieżkę na okrągło. Nie byłam w stanie jej zaznaczyć na mapce, ale w terenie da się ją zauważyć.

Sgor na h-Ulaidh na pewno nie jest jednym z najbardziej ekscytujących celów w Glencoe, ale nawet jeśli ktoś nie kolekcjonuje munrosów, warto się na niego wybrać. Przede wszystkim jak i cała okolica jest bardzo widokowy (pogoda nie pozwoliła tego dobrze oddać na zdjęciach). Ponadto jest to znakomity cel na spacer kondycyjny, kiedy nie chcemy się przemęczać, ale gdzieś by się jednak poszło co by nie zgnuśnieć.

Do Glencoe będziemy wracać regularnie, ponieważ zostało tam jeszcze mnóstwo ciekawych tras, a niektóre już przebyte warto powtórzyć. Munrosy zostały zaliczone, ale absolutnie niczego to nie zmienia. Glencoe jest miejscem niepowtarzalnym i nie są one bynajmniej jego główną atrakcją.

Fotki: >>LINK<<

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s