Binnein Beag i Binnein Mor


Nr 65,
Binnein Beag i nr 66, Binnein Mor

Wymowa: binion beg; binion mor

Znaczenie
nazwy:
small hill; large hill

Wysokość: 943m n.p.m.; 1130m n.p.m.

Pozycja na liście
munrosów:
230.; 27.

Data wejścia: 28.08.10

Binnein Beag i Binnein Mor to ostatnie które nam zostały szczyty w grupie The Mamores. W Mamoresy na pewno będziemy jednak wracać, bo to przepiękny rejon i jest tu trochę celów scramblingowych.

Tu link do poprzednich wycieczek w to pasmo, może ktoś będzie chciał sobie wykombinować całkowicie własną trasę: >>LINK<<

Drogę rozpoczęliśmy z Mamore Lodge. Nad Loch Eilde Mor dochodzimy spacerowo, łagodnie nabierając wysokości. Wkrótce (patrz mapka) skręcamy w lewo, by łagodnym zboczem osiągnąć wypłaszczenie pomiędzy Sgurr Eilde Mor a Sgurr Eilde Beag. Jak na razie – widoki tylko za plecami, za to pierwszej klasy, na południe (Glencoe i Southern Highlands).

Poniżej widok na Loch Leven (to charakterystyczne małe po lewej to Pap of Glencoe), zdjęty z puntu widokowego na początku trasy. Warto usiąść na marmurowej ławce i trochę się pogapić, jest to bowiem jeden z najładniejszych (także dzięki obecności bujnego lasu) highlandzkich landszaftów.

Poniżej to samo, tylko już ze ścieżki prowadzącej do jeziora Eilde Mor.

Tu zaś – podejście na wypłaszczenie. W tym miejscu po raz pierwszy załamała nam się pogoda. Oczywiście, jakże typowo dla Szkocji, nie totalnie: warunki zmieniały się dosłownie co kilka minut, wielokrotnie zlał nas deszcz, słońce to wychodziło to się chowało, widoczność generalnie nie była jednak najgorsza. Softshell, który przez cały pobyt w Tatrach wyjęłam tylko raz – w dodatku na siedzenie przed schroniskiem – tu okazał się niezbędny. Jeśli chodzi o pogodę, Highland naprawdę ciężko przebić 😀

Z wypłaszczenia trawersujemy ścieżką zbocza pomiędzy Sgurrem Eilde Beag a Binnein Morem. Jeśli ktoś chciałby wracać tą samą drogą, polecam nie trawersować, a od razu wbijać na niedaleki wierzchołek SEB i stamtąd kontynuować na Binnein Mora – granią. Nam jednak taka opcja nie pasowała, ponieważ z naszego drugiego munro mieliśmy schodzić na przeciwną stronę.

Trawers wyprowadza na kolejne wypłaszczenie, tym razem pomiędzy dwoma Binneinami. Jesteśmy już dość wysoko więc obojętnie w którą stronę nie czeka nas za wiele wchodzenia, a na mniejszego z munrosów to już w ogóle jest spacer. Dosłownie kilkanaście minut i pyk, jesteśmy. Piarżyste zbocze trochę jeździ, co irytowało, ale też i ułatwiało schodzenie (surfing na piargach to ciekawa sprawa ;P)

Binnein Beag z drogi na Binnein Mora

Binnein Beag, choć prezentuje się tak mało okazale, wcale nie jest najniższym z munrosów. Wrażenie sprawia takie a nie inne ze względu na sąsiedztwo – Mamoresy nie są najwyższymi Grampianami, ale wszystkie przewyższają go "o głowę", a niedaleko piętrzy się potężne Nevis Range i niższe, ale też spore The Grey Corries. BB ma pecha znajdować się pośrodku tego całego zamieszania i dlatego wygląda jak wypierdek, zwłaszcza że jego najbliższy sąsiad, Binnein nr 2, jest najwyższym szczytem w paśmie.

Poniżej pozytywna strona szkockiej pogody. Szkocja jest krainą tęczy:

Na Binnein Mora idzie spacerowa ścieżka, ale Marcin wymyślił, że urozmaicimy sobie wejście i poszliśmy północno – wschodnim, poprzerastanym skałami zboczem, w poszukiwaniu mini scramblingów. Choć w 100% opcjonalne, kilka momentów było nawet ciekawych. Wśród skał dominował marmur – nigdy jeszcze nie szłam po takim podłożu. Stopnie i chwyty oferował całkiem przyzwoite, trzeba było jedynie uważać na gładkie fragmenty, nie gwarantujące dobrego tarcia. Zbocze wkrótce przeszło w grań, która (wciąż w miarę możliwości scramblingowo) wyprowadziła nas na szczyt.

Szczyt to dwa o niemal identycznej wysokości wierzchołki z krótką grańką pomiędzy.

Jako że na tym etapie pogodę mieliśmy już bardzo ładną, a przejrzystość powietrza była wysoka, widoki zapierały dech w piersiach.

Poniżej Sgurr Eilde Mor z pierwszym wypłaszczeniem (tam gdzie jeziorko). Na dalszym planie niebieszczy się Blackwater Reservoir. Ze szczytów na horyzoncie przy takim rozmiarze zdjęcia da się rozpoznać tylko piramidkę Schiehalliona, musicie mi więc uwierzyć na słowo że opodal było też widać grupę Lawersa, Ben More’a ze Stob Binneinem a nawet Ben Vorlicha i Stuc a’Chroina oraz Ben Lomonda.

W centrum da się wypatrzeć wzniesienia Great Wall of Rannoch, po prawej początek Glencoe: masyw Creise oraz Stob Dearg. To małe na pierwszym planie to Sgurr Eilde Beag.

Nevis Range tak się lansowało, że już bardziej nie można. Pomimo że z tego kierunku widać zaledwie maleńki kawałeczek północnej ściany, Ben robi wystarczające wrażenie samym ogromem masywu, tak wzdłuż jak i wszerz.

Kiedy już tak się wymarzliśmy, że zimno zwyciężyło z potrzebami estetycznymi, udaliśmy się granią na Na Gruagaicheana. Na tym pięknym munrosie już z Mariuszem byliśmy – była to nasza pierwsza wycieczka w rejon The Mamores – nie bardzo jednak widzieliśmy lepszą opcję zejścia. Na Na Gruagaicheana (wiecie jak się męczę za każdym razem wystukując to słowo? W mowie jest o wiele łatwiej, tę straszną nazwę wymawia się po prostu "na grujehan") prowadzi niemęcząca grań, którą pokonuje się w tempie ekspresowym, a z przełęczy między jego wierzchołkami wiedzie najkrótsza droga w dolinę, do Mamore Lodge.

Na Gruagaichean nie jest mniej widokowy od sąsiada. W panoramie odsłania się Loch Leven:

Obok zaś mamy wspaniały Ring of Steall, czyli pierścień czterech munrosów i kilku pomniejszych wzniesień, który przeszliśmy jak dotąd latem i bardzo chcemy powtórzyć go tej zimy:

Poniżej na pierwszym planie niższy wierzchołek Na Gruagaicheana (echch…) na który tym razem nie poszliśmy. Z przełęczy stromym trawiastym zboczem zeszliśmy do ścieżki, której dalej możemy się trzymać albo robić skróty, jak nam wygodnie. Kierunek – wylot doliny – jest oczywisty i zgubić się tam nie da. Kiedy dochodzimy do szerokiej drogi, do Mamore Lodge już tylko kilka minut marszu.



Trasa zachwyca, jak wszystkie w okolicy. W końcu to Lochaber. Technicznie do wejścia przez każdego. Można ją skombinować ze Sgurrem Eilde Mor, co daje dodatkowego munro w kieszeni; można pewnie tworzyć też inne kombinacje, bo prawie wszystkie Mamoresy są połączone graniami, więc jak już się wbić na któregoś, można tych munrosów jednego machu nieźle nastukać.

Zdjęcia: >>LINK<
Mapka jak Mariusz zrobi 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s