An Caisteal

Nr 69, An Caisteal

Wymowa: an-kasz-tiel (akcent na kasz)

Znaczenie
nazwy:
the castle

Wysokość: 995m n.p.m.

Pozycja na liście
munrosów:
147.

Data wejścia: 5.12.10

An Caisteal McNeish poleca połączyć z dwoma sąsiednimi munrosami, ale na to moglibyśmy się porwać tylko przy związanym śniegu. Ile i czy w ogóle jakiegoś zdepczemy, zależeć miało więc od warunków.

Początek trasy z szosy A82 tuż za Crianlarich. Parking znajdował się po przeciwnej stronie drogi, ale nie bardzo umiałam zaznaczyć go na mapie.

Wyruszyliśmy w kopnym śniegu, tnąc zbocze jak najwygodniej i pokonując kolejne antyowcze płotki, w większości ozdobione u góry *%#(^%%@ drutem kolczastym (uważać na spodnie i zawartość!)

Jak widać na mapie, cały masyw ma kształt podkowy o długich ramionach. Skierowaliśmy się na ramię prawe (patrząc z parkingu), rozpoczynające się wzniesieniem o nazwie Stob Glas, z którego mogliśmy już kontynuować grzbietem do końca na wierzchołek. Najgorsze było podchodzenie na Stob Glas, ponieważ tu na dole śnieg był najgłębszy. Liczyliśmy że na grzbiecie będzie lepiej.

Widoczność i warunki mieliśmy idealne, Highland w śniegu prezentował się wspaniale. poniżej nasz pierwszy munro, Beinn Dorainn:


Rewelacyjnie lansował się Ben Lui  (po jego prawej Ben Oss, jeszcze czeka w kolejce):

Za wierzchołkiem Stob Glas znaleźliśmy sobie osłonięte od wiatru miejsce i zrobiliśmy przerwę na herbatę. Stąd odsłoniła się nam już cała dalsza droga, tak na oko niespecjalnie długa.

Szło się niespecjalnie. Żeby jeszcze podłoże było jednolite, ale tu mieliśmy na przemian głęboki śnieg, śnieg zmrożony i lód (i tak mogłoby być cały czas), czy lekko tylko przyprószone skały, po których masakrycznie słabo szło się w rakach. Z drugiej strony z dwojga złego lepiej było w rakach niż bez bo na tych zmrożonych a co stromszych odcinkach i tak trzeba byłoby je zakładać. Generalnie, pomijając widoki, nie była to najprzyjemniejsza wędrówka.

Na ostatnim planie Ben Lomond:

Śmieszna była taka jedna pionowa skarpka, wysoka może na dwa metry. Śnieg był tam totalnie luźny i przy każdej próbie wdrapania się na nią zjeżdżał razem ze mną (szłam pierwsza). Jakoś się w końcu udało, choć musiałam w tym celu natworzyć trochę dziwacznych figur ;D

Na szczyt wbiliśmy się nieźle zmachani, ale szczęście było pełne, poniżej Marcin i Mariusz:

Czasu na podziwianie widoków mieliśmy niewiele, była już 15. Poniżej Ben More i Stob Binnein. Na Benie byliśmy, ale jest to tak piękna (plus najwyższa w okolicy) góra, że bardzo chciałabym tam wrócić, koniecznie w sezonie zimowym – no i tym razem ogarnąć go z bliźniakiem.

Choć kształt duetu Ben Vorlich – Stuc a’Chroin jest bardzo charakterystyczny, trochę czasu zajęło mi zidentyfikowanie go. Nigdy jeszcze nie widziałam tych dwóch munro całych na zimowo.

Poniżej widok w kierunku z płd-wsch, mała piramidka po prawej to Ben Ledi, wzgórze wznoszące się nad Callander:

Ponieważ do zmroku pozostało niewiele czasu, przy schodzeniu napieraliśmy jak się dało, robiąc przerwy jedynie na uzupełnienie kalorii i popstrykanie niesamowitego zachodu słońca.

Schodziliśmy niewiele ponad… godzinę! Aż trudno w to uwierzyć. Zaoszczędziliśmy tyle czasu głównie na ostatnim odcinku, zejściu ze Stob Glas, które w odwrotną stronę tak nas umordowało. Udało nam się dotrzeć do samochodu jeszcze zanim zdążyliśmy użyć czołówek.

Wycieczkę zaliczam do nadzwyczaj udanych. Zmęczyliśmy się, ale przecież po to chodzi się w góry. Pogoda nie mogła trafić się lepsza. Widoki… sami oceńcie.

Więcej zdjęć: >>LINK<<

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s