Five* Sisters of Kintail

Nr 88, Sgurr na Ciste Duibhe; nr 89, Sgurr na Carnach; nr 90, Sgurr Fhuaran

Wymowa: skur na kiszta dui; skur na karnah; skur fuuran

Znaczenie nazwy: rocky peak of the black chest; rocky peak of the cairns; rocky peak of the wolf (za MunroMagic)

Wysokość: 1027m n.p.m.; 1002m n.p.m.; 1067m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 105.; 134.; 70.

Data wejścia: 30.08.12


* Siostry możemy sobie zaliczyć trzy – tyle z nich ma status munro – pozostałe dwie strawersowaliśmy

Trasa znana jako Five Sisters of Kintail wiedzie po części północnej grani w Glen Shiel, ogarniając pięć prominentnych wzniesień z których trzy mają status munro. Jest to jakoby highlandzka klasyka, czemu się nie dziwię, bo trasa jest niebywale piękna. W Glen Shiel jak dotąd atakowaliśmy scramblingową Forcan Ridge prowadzącą na The Saddle oraz grań południową (wszystko pod tagiem "Glen Shiel"). Dolina jest naprawdę przepiękna, góry mają charakter, przewyższenia są jedne z najwyższych w Highlandzie. Jedynym powodem dla którego nie bywamy tam częściej jest odległość, za daleko jak na jednodniową wycieczkę. Tym razem przenocowaliśmy na polu namiotowym i z samego rana zabraliśmy się do dzieła, wiedząc że na noc mamy być w domu.

Samochód zostawiliśmy na campingu. Na wielkie szczęście udało nam się złapać stopa dzięki czemu zaoszczędziliśmy 8 km podchodzenia szosą. Kierowca wyrzucił nas nieopodal miejsca, gdzie w 1712 roku odbyła się Battle of Glen Shiel (oznaczone tablicą) – wg McNeisha stamtąd miała wyprowadzać ścieżka.

No jakaś w sumie była… Na odcinku, bo ja wiem, dwustu metrów. Potem zniknęła. Stwierdziliśmy, że napieramy, zbocze poza tym że mocno mokrawe nie przedstawiało sobą problemu. Wspinaliśmy się bez pośpiechu, bowiem pogoda miała się polepszyć dopiero za godzinę – dwie. Celowaliśmy w obniżenie grani, tak szczerze nie mając pojęcia gdzie dokładnie na trasie ono wypadnie. 

Kiedy w końcu wyszliśmy na grań, okazało się że jesteśmy na przełączce pomiędzy pierwszą siostrą (Sgurr nan Spainteach) a drugą (Sgurr na Ciste Duibhe), będącą munrosem. Bez wahania zdecydowaliśmy się cisnąć na munrosa, o bagging nam chodziło, nie o przejście "klasyki". Z przełączki do wierzchołka dosłownie moment.


Sgurr nan Spainteach i przełączka 

A tak ze szczytu pierwszego munrosa, Sgurr na Ciste Duibhe, prezentowały się dwie pozostałe munro-siostry:


Droga zapowiadała się na długą, tym bardziej wdzięczni byliśmy miłemu kierowcy z rana.

Fota szczytowa:

Wspomniałam o imponujących przewyższeniach – Loch Duich na zachodnim krańcu doliny to fiord, czyli poziom morza – zatem góry w Glen Shiel wznoszą się bezwzględnie i względnie na wysokość ponad 1000 metrów. Tu nitka A87 z grani:

Patrzę na masyw Forcana i The Saddle, który był naszym pierwszym celem w dolinie:

Zejście do przełęczy jest w miarę łagodne. Zrobiliśmy tam sobie postój z posiłkiem i kolejna mielonka padła. Mielonka Krakusa (nie płacą mi za reklamę) nie wiedzieć czemu wchodzi nam w górach najlepiej 😀

Z widoków, mnie osobiście roz*******ał Ladhar Bheinn, w tle po prawej. Jedyny problem że znajduje się on na strasznym odludziu, daleko od dróg. Ale prędzej czy później i on padnie.

Fota szczytowa ze Sgurr na Carnach, środkowej z munro-sióstr:


Wspomniane Loch Duich (tam znajduje się słynny Eilean Donan Castle, jakby ktoś był zainteresowany):

W zejściu z początku mamy dwa odcinki jedynkowego scramblingu:

Ladhar Bheinn my new love, to to na ostatnim planie po lewej: 

Podejście na najwyższą siostrę, Sgurr Fhuaran, było mniej żmudne niż wyglądało. Poszło szybko. Za to widoki ze szczytu rozłożyły nas totalnie. Sceneria, pogoda, wszystko było idealne, takie jak czasem sobie myślimy że "ech, poszedł bym w góry" i właśnie takie klimaty sobie wyobrażamy.

Ale najlepsze były owce, które pojawiły się out of the blue. Zamarłam – jak to, człowiek wspina się na munrosa, krew pot i łzy, milion spalonych kalorii, sukces – a te durne trawojady tak se na luzie błądzą w terenie. 

Tej starszej nagle coś odwaliło i zaczęła biec – byłam w szoku, wiem że kopytne radzą sobie w górach, ale nie przypuszczałam że toto potrafi tak zapieprzać!

Tu jeszcze "Owce zadumane", okres zielono-biało-niebieski:


Oraz inne widoki.

W tym na piątą siostrę, Sgurr nan Saighead. Nie munros, ale charakterna ze względu na piękne zerwy opadające na północ:


Klify robiły wrażenie, niemniej wierzchołek strawersowaliśmy. I tak już ominęliśmy pierwszą siostrę, więc nie było sensu zaliczać ostatniej "bo tak". Poszliśmy jeszcze kawałek granią w kierunku Beinn Bhuidhe.

Tu jeszcze zoom na Cuilliny. Żałuję że nie mogę wrzucić zdjęcia na Torridon, ale żadne nie wyszło wystarczająco ładnie. Gołym okiem za to było co podziwiać.

Po strawersowaniu Beinn Bhuidhe, nie mogąc znaleźć ścieżki w dolinę, zaczęliśmy cisnąć w dół tak jak pozwalał charakter terenu. Kolejne z naszych epickich zejść, na którym wiele jawnogrzesznic zostało rzuconych – stromo, woda, dziury w ziemi, krzaczory, osty i osuwający się grunt. Wcelowaliśmy w końcu w most (raczej naturalna destynacja zważywszy że do przekroczenia była rzeka) tylko po to by się dowiedzieć z tablicy, iż jest niebezpieczny. I tak byśmy go zaatakowali ale był osiatkowany. Dowlekliśmy się jakoś do mostu nad A87 (Mariusz zrobi mapkę i wszystko będzie klarowniejsze) i wyrypa dobiegła końca.

Tak tak, to o tym niewinnie wyglądającym zboczu mowa:

A tu widok na dwie siostry, Sgurr na Ciste Duibhe akurat jest schowany. Prawda że piękna pogoda? Poprawiała się z biegiem dnia i ten wieczór był po prostu momentem absolutnej perfekcji.

Wycieczka była genialna, dobiliśmy do 90, czego chcieć więcej? Chyba tylko więcej takich dni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s