The Glenfinnan Horseshoe

Nr 131, Sgurr Thuilm; nr 132, Sgurr nan Coireachan

Wymowa: skur hulum; skur nan korahan

Znaczenie nazwy: rocky peak of the hillock; rocky peak of the corries (za MunroMagic)

Wysokość: 963 m n.p.m.; 956 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 193.; 206.

Data wejścia: 31.5.14

Na te dwa munrosy stanowiące podkowę idzie się przez Glen Finnan – to tam, gdzie znajdują się Glenfinnan Monument oraz wiadukt który pojawia się w którejś części Harrego Pottera. Wiadukt w rzeczy samej jest bardzo ładny!

Plus to na co liczyłam najbardziej, czyli rododendrony (mają całą sesję zdjęciową):

Na punkcie dronów mam obsesję i cieszyłam się na ich obfitość nawet bardziej niż na góry 😛

W dolinie nie trzeba patrzeć pod nogi, ponieważ prawie do końca idziemy asfaltówką. Poniżej widok na część trasy jaką będziemy pokonywać. Pogrążona w cieniu, tylko nieznacznie widoczna kopuła na najostatniejszym planie, to wierzchołek Sgurr Thuilm. 

Tu już szczyt się schował, widać za to ramię którego prawą stroną idzie ścieżka. Widoczny odcinek oszacowałabym na trochę mniej niż dwie trzecie całego podejścia.

Widok na Glen Finnan i Loch Eil jest fantastyczny. Nad jeziorem lansuje się charakterystyczna piramidka Sgurr Ghiubhsachain, który jest zaledwie korbetem a jest bardziej wart odwiedzenia niż większość munrosów.

Po lewej szczyt. Kulminację zbocza po prawej polecam strawersować, zapas energii będzie na tej trasie bardzo potrzebny…

Fota szczytowa. Kopulasty wierzchołek sam w sobie nie powala, za to widoki… Z ciekawostek historycznych, podczas powstania Jakobitów Karol Stuart aka Bonnie Prince Charlie, ten sam co stoi sobie na Glenfinniańskim Monumencie, spędził na nim noc (nie wiem czego tam szukał, podaję za McNeishem).

Tak prezentuje się Sgurr nan Coireachan (widać po co nam będzie wspomniany zapas energii):

The Ben. One and only:

Morze szczytów półwyspu Knoydart:

Loch Arkaig:

Loch Morar i wyspa Rum na ostatnim planie:

Po lewej The Mamores, po prawej Bidean nam Bian:

Przyjemność oglądania widoków psuła nam świadomość że jeszcze kawał przed nami, a oboje byliśmy w średniej formie, choć z różnych powodów.

Na drugiego munro trzeba pokonać trzy kopki, nazwy sobie daruję:

W pewnym momencie widoczny się staje wiadukt w Glen Finnan.

W oddali Czarne Cuilliny. Od kiedy dowiedziałam się jakie skojarzenia może budzić nazwa Cuilliny, nie umiem patrzeć na nie tak jak dotąd (nie pytajcie) 😛

Sgurr Thuilm z trasy. Na wschodnich płaskowyżach by się wyróżniał, tu na zachodzie szału nie robi.

Sgurr nan Coireachan ma nieco więcej charakteru:

Widok na kopki i Sgurr Thuilm spopod szczytu Sgurr nan Coireachan: 

Osiągnięcie drugiego munro nie oznaczało bynajmniej końca ciężkiej pracy. Czekały nas jeszcze dwa ostre zejścia zerodowaną ścieżką, jedno podejście, i na koniec śliczny trawers trawiastych zboczy ponad doliną. Oraz oczywiście marsz samą doliną, gdzie z radością powitaliśmy asfalt. Choć pokonaliśmy tylko 22 km czułam się bardziej zjechana niż po ostatniej trójmunrosowej wycieczce. 

W tym rejonie, co warte odnotowania, znaduje się mnóstwo ciekawych widokowo oraz gdzieniegdzie scramblingowo gór nie posiadających statusu munro (na dwu z nich byliśmy). Chociażby sąsiedni korbet Streap wyglądał całkiem zachęcająco. Na pewno będziemy tam wracać częściej niż wynikałoby z samej kwestii munrobaggingu – miód na serce po wschodnich naleśnikach.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s