Ben A’an


W ostatnie weekendy nie udało się nigdzie wybrać, więc przynajmniej w poniedziałkowe popołudnie zrobiliśmy sobie mały spacer.
Ben A’an leży w samym sercu Trossachs i Queen Elizabeth Forest Park, co oznacza iż są tu drzewa – choć trwają intensywne prace żeby ten stan rzeczy zmienić (jak wiadomo, w Szkocji wszak czego jak czego ale drzew jest zdecydowanie za dużo). Prace leśne okazały się przyczyną tymczasowej zmiany standardowej trasy:
   

Standardowa będzie otwarta dopiero na jesieni i gdyby ktoś chciał się wybrać na Ben A’an to polecam zaczekać – jest ona utwardzona w przeciwieństwie do tymczasówki którą szliśmy, i gdzie zapadaliśmy się w błoto po kolana. Uwaga: oba parkingi są płatne. Nie sprawdziwszy tego zapomnieliśmy wziąć drobnych, i byliśmy zmuszeni parkować na dziko przy drodze.

Ben A’an ma 454m n.p.m.:
Sąsiad Ben Venue – graham, 729m n.p.m.:

Wyszliśmy z domu po 15, potem jeszcze obiad w Callander – cały dzień lało, a właśnie wieczorem miało zacząć się wypogadzać.
Ponownie Ben Venue:
Ben A’an jest świetnym punktem widokowym, przede wszystkim na zachód, na Loch Katrine za którym widać Alpy Arrocharskie z Cobblerem. Na południu leży Loch Achray a horyzont zamykają Campsie Fells. Liczyłam na widoki na Ben Mora i Stob Binneina od nietypowej strony, ale kiedy byliśmy na wierzchołku nie dotarła tam jeszcze ładna pogoda przesuwająca się znad Glasgow.
Na wierzchołku są śmieszne skałki, które jak widać na załączonym obrazku można wykadrować tak by sugerowały niemal Matterhorn:
W domu byliśmy przed 22 (a zaliczyliśmy jeszcze postój przy sklepie). Myślę że musimy częściej wybierać się w ten rejon – jest bardzo blisko a nawet taka mini-wycieczka jest lepsza niż brak kontaktu z górami w ogóle.