Beinn Dearg

 

Nr 203, Beinn Dearg

Wymowa: bin dierek

Znaczenie nazwy: red hill (za MunroMagic)

Wysokość: 1008m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 124.

Data wejścia: 18.3.17

 

Po ostatniej niezwykle malowniczej wycieczce na Zachód powróciliśmy do Naleśnikowej Krainy. Wczoraj akceptowalna (tzn. nie „dobra”, ale od biedy umożliwiająca outdoor) pogoda była tylko nad wschodnią częścią Grampianów. Czyli rejonem który eksplorujemy od jesieni, głównie właśnie ze względu na sprzyjające warunki bo przecież nie miłość do plaskaczy.

Na Beinn Dearg idzie się z parkingu w Old Bridge of Tilt nieopodal Blair Atholl. Żadna z tych miejscowości metropolią nie jest za to są bardzo malownicze. Jest to potężna wyrypa – liczy sobie 29 kilometrów.

Idzie się po niekończących się wrzosowiskach z których co chwila wylatują z furkotem pardwy. Cały czas powolutku nabieramy wysokości – dlatego na finałowym podejściu przewyższenia będzie jedynie 200 metrów.



Pogoda nie rozpieszczała. Prawie cały czas mżyło. Tę konkretną wycieczkę, w tych warunkach, zdecydowanie można zaklasyfikować jako „dla koneserów”.



Bothy Allt Sheicheachan okazało się całkiem przytulne w środku. Oczywiście podkreślić należy że szkockie bothies nie oferują takich luksusów jak prąd, gaz czy umeblowanie (choć tu stół i ławy się znalazły) – niby to oczywiste ale może warto podkreślić. To skorupa do której można się skryć przed żywiołami, która nic poza tym nie ma wspólnego ze schroniskiem.



Pomimo warunków byliśmy zadowoleni. Było wszystko czego potrzeba do resetu: dzicz, pustka, bardzo niewiele oznak ludzkiej ingerencji. Poniżej Janek i ciasteczko demonstrują jak bardzo są zadowoleni:



Po lewej widać ścieżkę – Janek siedział na rozwidleniu dróg (jedną przyszliśmy, drugą mieliśmy wracać) a właśnie od rozwidlenia zaczyna się podchodzenie na Beinn Dearga. Stromizn tu nie ma, a jednak to munros i to wcale nie mały – dlatego ta trasa jest tak długa.



Z dalszego podchodzenia zdjęć brak, raz że mżyło a dwa że nie bardzo było co uwieczniać. Ot, połacie śnieżno – wrzosowych łagodnych zboczy, nie różniące się wiele od tego co na poprzednich fotkach. Szczytowe jednak tradycyjnie zostało zrobione.



Na wierzchołku zabawiliśmy góra dziesięć minut. Schodzenie było równie ekscytujące jak wchodzenie, acz sytuacja się nieco poprawiła kiedy wyszliśmy z najgorszej chmury i coś niecoś zaczęło być widać. Poniżej bothy z ciekawej perspektywy:



Tak natomiast wyglądał początek wariantu zejściowego, tego za rozwidleniem. Swoją drogą czy dało by się wymyślić bardziej różniące się pod każdym względem szkockie klimaty niż te z tej i poprzedniej notki?



Kolejne parę kilometrów przeszliśmy właśnie w takiej scenerii. Plusem jest że kiedy nie ma czym się zachwycać kwitną ciekawe rozmowy i w rezultacie takie wycieczki odprężają mentalnie nie mniej niż te kiedy całą uwagę pochłania piękno otoczenia.

Pierwszym i jedynym mniej burym akcentem okazała się Glen Tilt:



Jest to bardzo malownicza dolina którą parę lat temu szliśmy na munrosa Carn a’Chlamain. Tym razem końcówka trasy biegła zboczami wysoko ponad jej dnem.



Bryła po lewej zaś to właśnie masyw Carn a’Chlamain:



Na końcówce szłam już z niejakim trudem. 29 kilosów nawet w większości po prawie płaskim to jest konkret…



Nie jestem niestety w stanie ocenić na ile widowiskowa była trasa ponieważ widoków prawie nie mieliśmy. Sam munros wrażenia nie robi. Cel raczej tylko dla baggerów albo świrów pokroju mojego brata którzy lubią biegać po górach. Oraz miłośników dziczy, surowych klimatów i atmosfery totalnego odludzia – ci na pewno nie będą zawiedzeni.

 


Beinn a’Ghlo

Nr 128, Carn Liath; nr 129, Braigh Coire Chruinn-bhalgain; nr 130, Carn nan Gabhar

Wymowa: karn lija; brei kori krun walagan; karn nan guur

Znaczenie nazwy: grey hill; height of the corrie of the round lumps; peak of the goats (za MunroMagic)

Wysokość: 975m n.p.m.; 1070m n.p.m.; 1121n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 181.; 66.; 32.

Data wejścia: 3.5.14

Beinn a’Ghlo (wym. bin a glou) to potężny, wieloszczytowy i rozgałęziony masyw, który wg przytoczonej przez McNeisha legendy posiada 19 kotłów, a kiedy w dowolnym z nich odpalić strzelbę wystrzał będzie słyszalny we wszystkich pozostałych (nie żeby ta informacja coś wnosiła ale stanowi dobry speech opener ;P). Za Blair Atholl skręcamy na Old Bridge of Tilt, a za maleńkim Middlebridge single trackiem w prawo, do parkingu nad Loch Moraig (mapka jutro). Pierwszy ze szczytów masywu, munros Carn Liath ze swą zerodowaną ściechą jest nawiasem doskonale widoczny z A9 i mijaliśmy go już ze sto razy, a pierwszą połowę tego na totalnym nieświadomcu iż jest to część tej znanej nam z przewodników i popularnej trasy. Tu Carn Liath z początku tury:

Za plecami na kolejnych planach towarzyszyły nam m. in. wciąż mocno ośnieżony Lawers oraz Schiehallion, zaś po lewej ręce zdeptany przed rokiem Carn a’Chlamain >>LINK<<. Klimaty typowo wschodnio-cairngormskie, przestrzeń i chillout.
To pierwsze podejście jest najdłuższe. Powyżej kopiec na wierzchołku:
Oraz Vespa na kopcu:
Tu zaś reszta trasy. Powiem szczerze że wyglądało to dosyć serio: dwie całkiem konkretne góry do pokonania, dwie całkiem niskie przełęcze, a trzeba jeszcze wrócić. W praktyce okazało się że nie było absolutnie problemu. Tak jak czasem ulegam w górach złudzeniu optycznemu że do celu jeszcze tylko kawałek a okazuje się że kawał, tak tu wystąpiło zjawisko odwrotne.
Zwłaszcza Braigh Coire Chruinn-bhalgain prezentował się imponująco, kubatura niczym z Tatr Zachodnich.
Trasa z początku prowadzi łagodnym grzbietem Beinn Mhaol: bardzo malowniczy odcinek.
Tu jeszcze oba munrosy w kadrze z doliną: dzieląca je przełęcz leży na wysokości 847m. Nie wiem czemu wydała mi się sporo głębsza.
Na drugiego munrosa, tego o strasznej nazwie wchodzi się bardzo łagodnie.
Carn Liath okazał się wcale fotogeniczną małą górką…
Zbliżenie na finałowego munro Carn nan Gabhar: widać iż posiada trzy wierzchołki oznaczone kopcami. Drugi i trzeci są praktycznie tej samej wysokości, mylące jest też to że na drugim znajduje się trianguł. Właściwy wierzchołek to jednak ten trzeci. 
Kolejny dowód na fotogeniczność Carn Liath:
Nasz zeszłoroczny munro Carn a’Chlamain wyglądał z góry jak naleśnik. Acz wycieczka na niego nas poczesała, co prawda jedynie przez swoją długość oraz przez to że cały dystans, w tym maskarycznie długą Glen Tilt, przeszłam w scarpach które na płaskiej drodze masakrują stopy (przynajmniej ja tak mam).
Na drugim szczycie dotarło do mnie, że jednak dobijemy dziś do 130!
Na ostatni również poszło sprawnie: ekspresowe zejście na przełęcz, kawałek ciut stromszego zbocza, łagodny grzbiet. Na środkowy wierzchołek też weszłam i mam zdjęcia (a, tak na wszelki… One naprawdę sprawiają wrażenie położonych na tej samej wysokości ;P). 
Widoki obejmowały płaskowyż Mounth, Cairngormsy oraz Drumochtery. Łagodnie rolujący się krajobraz, liczne w tym rejonie spektakularnie kotły pochowane dla oka, z braku charakterystycznych kształtów ciężko dopatrzeć się nawet odwiedzonych szczytów, ogólnie Naleśnikowa Kraina. Zdecydowanie nie West Highland. Ale ten klimat też lubię.
Zeszliśmy do przełęczy pomiędzy drugim i trzecim munrosem. Zbiega stamtąd ścieżka. Nie powtórzcie naszego błędu i niżej obierzcie jej wariant po PRAWEJ stronie strumienia. Ponieważ poszliśmy lewą nadłożyliśmy sporo po wrzosach i bagnach. Postaram się to w miarę precyzyjnie zaznaczyć na mapce. 
Powrót to ponad 10km, a cała trasa ma 21. Na Scottish Hills zalecają żeby pokonywać ją w przeciwnym kierunku, bo ten marsz przez wrzosy mniej dokucza kiedy człowiek jest jeszcze świeży. Muszę przyznać że nie jest to idea głupia. Tym niemniej, niezależnie od kierunku, Beinn a’Ghlo jest malowniczym i ciekawym celem. Te wszystkie podejścia dały mi w kość o wiele mniej niż się spodziewałam. Wydaje mi się że na poprzedniej wycieczce umordowałam się znacznie bardziej, pomimo lepszego samopoczucia wyjściowego. Całkiem lekka opcja ogarnięcia trzech munrosów.


Carn a’Chlamain


Nr 106, Carn a’Chlamain

Wymowa: karn a klaman

Znaczenie nazwy: cairn like peak of the buzzard (za MunroMagic)

Wysokość: 963m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 192.

Data wejścia: 20.04.13


Na Carn a’Chlamain startuje się z Old Bridge of Tilt. To urocze miasteczko sąsiadujące z Blair Atholl położone jest u wylotu Glen Tilt, którą to doliną będziemy wędrować 12km zanim w ogóle zaczniemy wbijać się do góry.

Trasa doliną nie jest monotonna, ponieważ najpierw idziemy wzdłuż malowniczego wąwozu, którym płynie rzeka Tilt, potem zaś sama rzeka i formacje skalne u jej brzegów sprawiają, że jest na co popatrzeć.

Image Hosted by ImageShack.us

Dolina zaczyna się sielską łączką:

Image Hosted by ImageShack.us

Rzeka Tilt:

Image Hosted by ImageShack.us

Miejscowy, którego zaczepiliśmy, zdradził nam dwa skróty na naszej trasie, o których za chwilę. Powiedział, że na okolicznych wzgórzach bywa w każdy weekend i zaliczył je już z 50-60 razy (sic!). Trochę nie wiedziałam, jak to skomentować, bo jeśli mówił prawdę to naprawdę musiał mieć zajawkę na ten konkretny teren… Obawiam się, że gdyby ktoś zmusił mnie do jeżdżenia co tydzień w tę samą dolinę, znienawidziłabym ją po krótkim czasie doszczętnie.

W sumie pokonujemy cztery mosty (drugi, Gilbert’s Bridge, nie tyle pokonujemy co przechodzimy obok). Za czwartym, niewielkim stalowym, zaczynamy się wbijać na ramię góry wątłą ścieżką. To jest pierwszy ze wspomnianych skrótów – normalna trasa wiedzie dalej drogą i dopiero po dobrej chwili szeroką ściechą na plateau. Wspomniany skrót pozwala kawałek ściąć.

Podejście na płaskowyż jest najostrzejszym fragmentem trasy, na górze teren się wypłaszcza. Stąd do wierzchołka (poniżej) jeszcze cztery kilometry.

Image Hosted by ImageShack.us

Drugi skrót zaczyna się przy niewielkim kopczyku kamieni. Ponownie, ścieżka jest wątła, ale nie musimy się jej trzymać, chodzi o to żeby wiedzieć w którym miejscu warto zacząć ścinać łuk szlaku.

Teraz jest taki słaby moment, że śniegi zeszły, a zieleń się jeszcze nie pojawiła… Niezbyt malownicze okoliczności, choć uważam że ta surowość jakiś urok ma.

Image Hosted by ImageShack.us

Kiedy osiągamy plateau zaczyna się robić coraz bardziej widokowo.

Image Hosted by ImageShack.us

Po przeciwnej stronie doliny lansuje się potężny trzymunrosowy masyw, Beinn a’Ghlo. Konkretna wyrypa, do której przymierzymy się dopiero za jakiś czas, kiedy znowu nam się zatęskni za Glen Tilt.

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Wierzchołek jest ewidentny, co na wschodnich płaskowyżach nie jest regułą:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Widoki ze szczytu obejmują grupę Lawersa i munrosy Rannoch Moor na południowym zachodzie, wzgórza Glen Shee wyłaniające się zza Beinn a’Ghlo, oraz Cairngormsy na północy. Niesamowity krajobraz wypełniony łagodnie rolującymi się pagórami, zero strzelistych wierzchołków i śmiałych linii, tylko falujące płaskowyże.

Image Hosted by ImageShack.us

Masyw Ben Avona i Beinn a’Bhuird:

Image Hosted by ImageShack.us

Image Hosted by ImageShack.us

Cairngormsy:

Image Hosted by ImageShack.us

Powrót tą samą drogą. W sumie 32km ale nie czuje się tego ponieważ większość jest po płaskim. Bardzo przyjemna wycieczka, nie tyle ze względu na cel co uroczą Glen Tilt i naprawdę ładne widoki. Dla amatorów spokojnych spacerów, nie gustujących w scramblingu i lufie, jak znalazł 🙂