Sgurr na Banachdich

Nr 146, Sgurr na Banachdich

Wymowa: skur na banahdih

Znaczenie nazwy: rocky peak of the milkmaid (za MunroMagic)

Wysokość: 965m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 190.

Data wejścia: 18.7.14

Sgurr na Banachdich ma opinię najłatwiej dostępnego munro w Cuillinach. Naszym biednym nogom (i dłoniom u niektórych – opuszki!) to pasowało. Lampa była taka że nie zaliczyć czegoś byłoby grzechem, ale równie dobrze mogła być to lekka wycieczka.

Start spod hostelu w Glen Brittle. Z początku ładną ścieżką, potem opcjonalnie słabo widocznym odbiciem, kierujemy się na obniżenie pomiędzy boczną grańką An Diollaid (trójkąt po lewej stronie) a kopułą szczytową munrosa. Wydaje mi się że sam szczyt to to co wystaje na ostatnim planie. Niestety zdjęcie pod słońce: żar lał się z nieba.

Na przełęcz podchodzimy zygzakami po koszmarnie zerodowanym gruncie. Bardzo nieprzyjemny odcinek. Można trochę ułatwić sobie życie i wbijać na An Diollaid nie bokiem a od czoła, też jest trochę piargu ale jednak mniej. Tak też zrobiliśmy wracając.

Rejon szczytu (nie jestem pewna czy widać sam wierzchołek) oraz Sgurr Thormaid:

Druga z bocznych grani, wyższa i dłuższa niż An Diollaid, kulminująca w Sgurr nan Gobhar (630m n.p.m.). Na pewno ciekawa alternatywa do wejścia/zejścia, ale jak wspomniałam na początku, nam się już nie chciało, pardon, pieprzyć.

Od tej strony kopuła szczytowa jest zerodowana, skały jest niewiele… Dopiero na samym wierzchołku. Uderza kontrast ze stromizną pod drugiej stronie oraz – pomimo tak banalnego wejścia – powietrzność szczytu. Cuillins, bejbe 😉

Poniżej munro Sgurr a Ghreadaich oraz mały ale skowyrny Sgurr Thormaid. Sgurr a Ghreadaich cieszy się sławą dość wymagającego munrosa, zwłaszcza robiony z sąsiadem Sgurr a Mhadaidh, ale po przeżyciach na Sgurr Dubh Mor sądzę że będę w stanie je spokojnie ogarnąć.

Obowiązkowo, Vespa na piku:

Blaven oraz Loch Coruisk, które jest zatoką. Cuilliny dosłownie wyrastają z morza. Jak coś tu ma 900 metrów to te 900 metrów będziesz podchodził, nie ma przebacz.

Cudowny, pełen grozy, tatrzański widok na Sgurr Mhic Choinnich, Sgurr Thearlaich oraz Sgurr Alasdair. Pomiędzy dwoma ostatnimi niesławny Great Stone Shoot, żleb który przebija nawet Lodową Przełęcz przed modernizacją szlaku. Schodziłam tamtędy raz i starczy ;P

A tu bohater poprzedniej notki, w towarzystwie Sgurr Dubh na Da Bheinn.

Schodziliśmy jak wspomniałam nieco inaczej, granią An Diollaid do końca. Różnica nie dramatyczna ale odczuwalna.

Mariusz nie mógł sobie podarować i popływał sobie w strumieniu… Uwielbia to i co roku liczy na to że trafi się odpowiednio gorący dzień.

Wycieczkę oceniam jako wyjątkowo mało wymagającą, tym bardziej na standardy Cuillinów. Idealny cel dla kogoś kto chciałby je popodziwiać z bliska ale nie ma ochoty na żadne scramblingi. Dla nas było to doskonałe zamknięcie nadzwyczaj udanego urlopu.

Podczas tego dziewięciodniowego wyjazdu zaliczyliśmy jedenaście munrosów w sześciu wycieczkach, mieliśmy tylko trzy dni odpoczynku (w dwu wypadkach i tak pogoda nie pozwoliłaby pójść w góry) – uważam że to znakomity bilans. No i przekroczenie połowy też daje pozytywnego kopa. Cel na przyszły letni urlop: pozostałe cztery munrosy Cuillinów. Będzie wesoło 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s