Ben Klibreck

Nr 162, Ben Klibreck

Wymowa: angielska

Znaczenie nazwy: hill of the speckled cliff (za MunroMagic)

Wysokość: 962 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 194.

Data wejścia: 27.10.15

 

Ben Klibreck był ostatnim z czterech munrosów Dalekiej Północy który jeszcze nam został. Robiliśmy na niego jak dotąd jedno podejście ale pogoda była wówczas tak paskudna że poprzestaliśmy na zlokalizowaniu początku trasy.

Klibreck to wielki, rozłożysty i plaskaty masyw. Jego rozmiary robią wrażenie, ponieważ ta wschodnia część Sutherlandu jest znacznie mniej pofałdowana od zachodniej i taki wyrastający pośrodku pustkowia munros wygląda spektakularnie. Sam wierzchołek (Meall nan Con) jest kształtny i nie trzeba się głowić, gdzie też znajduje się najwyższy punkt.

Świt w Durness był obiecujący. Zanosiło się na kolejny dzień pięknej pogody.

Ben Klibreck z trójkątem Meall nan Con z początku trasy. Widać że ścieżka pnie się najpierw na garb po prawej. Wyglądało że czeka nas długi ale raczej niezbyt żmudny marsz.

Wrażenie pustki było niesamowite. Klibreck leży w samym sercu Dalekiej Północy, wciąż blisko Atlantyku (inna sprawa że w Szkocji znikąd nie ma daleko nad morze, najdalej z Cairngormsów a też nie jest to wielka wyprawa) lecz na tyle daleko by wody nie było widać. Tereny na wschód są coraz lżej pofałdowane, do zupełnie płaskiego Caithness. Szczyty Assynt na zachodzie wydają się odległe. Najbliższe góry: korbet Ben Loyal i munro Ben Hope – leżą w odległości 18 i 23 kilometrów.

Ben Loyal:

Ben Hope:

O ile z wycieczki na Quinag wróciliśmy z suchymi butami, tu już na starcie przywitało nas bagno. Właściwie na każdym wypłaszczeniu, czyli na tej trasie w wielu miejscach, natykaliśmy się na klasyczne highlandzkie atrakcje:

Można tam wpaść w błoto po pachwinę i mnóstwo czasu się traci na obchodzenie (o ile obejście jest możliwe) tych bagien. Przez nie podejście na pierwszy pagór było dużo bardziej forsowne niż można by sądzić po samej rzeźbie terenu.

Ben Hope i Ben Loyal:

Za pagórem następuje obniżenie, kolejną kopę na szczęście można strawersować.

Niestety, wiatr ze wschodu się wzmagał i zaczęły na nas iść chmury. Już było raczej wiadomo że szanse na widoki z wierzchołka będą marne.

Na Meall nan Con podchodziliśmy w chmurze i silnym wietrze (nie przewracał ale powodował dyskomfort). Chmury kłębiły się tylko nad masywem który je zatrzymywał, przeświecało przez nie słońce i momentami widać było wciąż błękitne niebo a nawet jakieś fragmenty widoków. Z nawigacją jednak nie było problemów. Sam wierzchołek też jest ewidentny.

W drodze powrotnej z chmury wyszliśmy dopiero na trawersie. 

Tu fajnie widać kocioł jaki się przewalał nad Klibreckiem, tylko trzeba to sobie jeszcze wyobrazić w ruchu:

Do samochodu doszliśmy nieco wytrzepani. Długość trasy to zaledwie 14 kilometrów ale subiektywnie odczuliśmy ją jako dłuższą, częściowo na pewno ze względu na przedzieranie się przez błota. 

Po Klibrecku nie spodziewaliśmy się szału, atutem tej góry jest jej lokalizacja. Pod tym względem faktycznie zrobił wrażenie. Nawet pomimo braku widoczności na szczycie, to co zdołaliśmy zobaczyć, klimat pustki i dzikości, było niesamowite. Warto odnotować że przez cały dzień nikt poza nami na Klibrecka nie szedł. Na Quinag z kolei spotkaliśmy jedynie pojedynczą trzyosobową grupkę. Daleka Północ o tej porze roku raczej nie jest popularna. Idealny kierunek dla koneserów 😉

Mapka z Walkhighlands.


 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s