Beinn Mheadhoin

Nr 238, Beinn Mheadhoin

Wymowa: bejn wijan

Znaczenie nazwy: middle hill (za MunroMagic)

Wysokość: 1182 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 13.

Data wejścia: 23.6.2019

Na Beinn Mheadhoin robiliśmy już dwa podejścia. Jedno nie wyszło z powodu podjęcia próby w złym momencie roku (bodajże listopadzie), a to nie jest trasa na kilka godzin jasnego dnia. Drugie nie wyszło z powodów nie mających nic wspólnego z warunkami. Tym razem oczywiście byliśmy zdeterminowani na Beinn Mheadhoina wejść.

Trasa rozpoczyna się przy początkowej stacji kolejki na Cairn Gorm. Wybiega stamtąd wiele ścieżek, my poszliśmy tą która kopułę szczytową Cairn Gorma trawersuje od prawej strony, jako że na tym munrosie już dwukrotnie byliśmy.

Wychodzimy z wyjątkowo wysokiego punktu startowego i plateau osiąga się szybko (podczas włażenia można podziwiać piękną Fiacaill Ridge dalej na wschód). Dopiero stamtąd ukazuje się Beinn Mheadhoin:

A bardziej na prawo:

Konkretną, trudną do zgubienia ściechą podążamy przez płaskowyż, żeby zaraz zacząć z niego schodzić, po czym wdrapywać się ponownie już na cel właściwy. To jest stosunkowo ambitna trasa biorąc pod uwagę iż u celu jest tylko jeden munros.

Dopiero kiedy nasza ścieżka zaczyna obniżać się stromym żlebiem, wreszcie ukazuje się Loch Avon. Zejście żlebiem (które będziemy powtarzać w drugą stronę) to moim zdaniem najładniejszy fragment trasy, a widok jeziora ujętego w ramy rzeczonego żlebu, niesamowicie fotogeniczny.

Na dole mnie osobiście zachwyciły dwie rzeczy: maleńkie złote plaże oraz imponująca ściana Shelter Stone Crag, popularny cel wspinaczkowy. Cairngormsy różnią się od Cuillinów na Skye właściwie wszystkim, ale to właśnie w tym obłych, plaskatych górach można znaleźć multum pięknych ścian i kotłów do wspinaczki.

Najpierw idziemy brzegiem Loch Avon, by z kolei przetrawersować popod Shelter Stone Crag i zacząć już właściwą wspinaczkę na Beinn Mheadhoin. Jako trzynasty munros na liście musi być niesamowicie popularnym celem, bo ścieżka jest na całej długości, na wielu odcinkach zbudowana tatrzańską modą z kamieni.

Zanim osiągniemy zbocza Beinn Mheadhoin, dochodzimy do jakby misy? Kotła? W każdym razie kolejnego wypłaszczenia, w któtym znajduje się Loch Etchachan:

Masyw w tle to sam Ben Mcdui, acz nie umiem powiedzieć czy było widać szczyt. Kopuła szczytowa Mcduia jest wielka i rozlana – jest to góra która imponuje jedynie wysokością, bo na pewno nie liniami.

Nieco lepiej przedstawia się Cairn Gorm w przeciwnym kierunku. Widać żleb zejściowy i wychodzącą z niego ścieżkę sprowadzającą nad jezioro:

Kiedy kontynuujemy na Beinn Mheadhoina, to najpierw włazimy po umiarkowanie stromym zboczu (tu ścieżka nie jest chyba ewidentna, skoro zgubiliśmy ją gadając), a potem osiągamy partie szczytowe gdzie wreszcie widzimy słynne tory – tors – tej góry. Taka formacja skalna, spotykana w Cairngormsach w wielu miejscach (i będąca najwyższym punktem również munrosa Beinn Avon) nazywa się tor i tak jak Cairngormsy swoją rzeźbą kojarzą mi się z Karkonoszami, tak czy i tam takie formacje nie są powszechne? Przypomina mi się Słonecznik, z mojej jedynej wycieczki w te góry 17 lat temu.

Oraz z bliska, ten najwyższy tor jest zarazem wierzchołkiem:

Przyznam się szczerze że weszłam i zeszłam (zwłaszcza to drugie) z pomocą Mariusza i potwierdziło się że nie lubię takich kamiennych „stosów bułek”. Zdjęcie szczytowe jednak jest:

To Mariuszowe pokazuje formację szczytową z perspektywy:

Na szczycie nie zabawiliśmy długo, ponieważ powrót wypadał tą samą drogą a chcieliśmy wrócić o normalnej godzinie – choć przyznaję, przynajmniej o ciemności nie było się potrzeba w ten jeden z najdłuższych dni w roku martwić.

Wracając okoliczności mieliśmy nieco odmienne, nawet przez moment nas zmoczyło a żleb okazał się mniej przyjemny w takich warunkach.

Na samej końcówce jednak ponownie wyszło słońce czego efektem jest zdjęcie finałowe:

Beinn Mheadhoin to munros, przy którym trzeba trochę popracować, o czym przez parę kolejnych dni przypominały mi moje łydki (serio, ranek po oboje z Mariuszem musieliśmy stanowić ucieszny widok schodząc po schodach). Ale ma ten specyficzny cairngormsowy urok którego nie podejmuję się opisać nie z lenistwa, tylko z braku umiejętności – skoro własnego faceta nie umiem przekonać, czemu Cairngormsy uważam za o milion razy bardziej spektakularne niż pozostałe wschodnie Grampiany, to tym bardziej nie przekonam potencjalnych czytelników.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s