Innaccessible Pinnacle

Nr 239, Innaccessible Pinnacle (Sgur Dearg)

Wymowa: ang/ skur dierek

Znaczenie nazwy: z ang., niedostępna turnia/ red rocky peak

Wysokość: 986 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 164.

Data wejścia: 2.7.2019

Sgurr Dearg, potężna acz nietrudna do zdobycia piramida, leży w grani głównej Czarnych Cuillinów na Skye. Z jego kopuły szczytowej wyrasta skalna konstrukcja wyglądająca z różnych stron jak obelisk albo płetwa – i to jest właśnie Innaccessible Pinnacle, dla przyjaciół Inn Pinn, zmora większości munrobaggerów, albowiem żeby zaliczyć sobie munrosa trzeba na nią wleźć.

Najłatwiejsza droga idzie wschodnią granią i jest nadzwyczaj eksponowana. Baggerzy bez umiejętności wspinaczkowych wynajmują sobie przewodnika który wchodzi pierwszy, zakłada punkty oraz asekuruje podczas zjazdu (koszt za dwie osoby to średnio ok. 350 funtów). My poprosiliśmy o pomoc mojego brata, zresztą mając nadzieję że on też będzie się dobrze bawił podczas swojej pierwszej wizyty na Skye.

Noc przed wycieczką spędziliśmy w hostelu w Glen Brittle i okazało się że można pouczyć się tam zjazdów:

O poranku warunki były nieszczególne, ale wiadomo było że idziemy i że wchodzimy. W tym punkcie plan był absolutnie nieelastyczny.

Sgurr Dearg i jego zachodnie ramię oraz Window Buttress – wchodziliśmy nim (ramieniem) dokładnie centralnie:

W drodze na ramię minęliśmy niesamowity wąwóz, zaskakujące pęknięcie w powierzchni ziemi, do którego opada wodospad Eas Mor (zdjęcie z wieczora stąd różnica w oświetleniu):

Zaraz za wąwozem ścieżka rozwidla się – jej prawa odnoga wprowadza na ramię Sgurr Dearg a lewa do kotła (mieliśmy nią wracać). Tu skończył się spacarek, a rozpoczęło wreszcie podchodzenie do góry, z początku po piarżystym zboczu a później po bardziej skalistym terenie z fragmentami prostego scramblingu:

To, co miejscami się odsłaniało, zapierało dech. Na zdjęciu Sgurr Mhic Choinnich, Sgurr Thearlaich, oddzielony od niego niesławnym Great Stone Shoot Sgurr Alasdair, oraz Sgurr Sgumain. Zza przełęczy pomiędzy Mhic Choinnichem a Thearlaichem wygląda wierzchołek Sgurr Dubh Mor:

Wreszcie dotarliśmy popod Inn Pinna, który wyglądał tak jak jak na zdjęciach, tylko że… To nie było zdjęcie, tylko 3D, panorama dookoła plus chłód, wiatr i świadomość że to nie przelewki, zaraz będziem tam leźć.

Kiedy zeszliśmy do samego podnóża Inn Pinna, Paweł z Zosią zaczęli się szpeić, Mariusz dokumentował (akurat wchodził jeden zespół, a po nim drugi) a ja przyglądałam się temu co mnie czeka z różnych odległości, próbując ustalić co właściwie czuję. W pierwszej chwili była to wręcz lekka panika, albowiem początek naszego wejścia przedstawiał się tak:

Wyżej natomiast, ekspozycja oszałamiała:

Postanowiłam jednak się uspokoić i popatrzeć jak radzą sobie inni. Analizując od tej strony, wyglądało to nieco lepiej:

Obserwacja babki w białym kasku, ewidentnie nie wielkiej wspinaczki (radziła sobie, ale w kilku miejscach trochę rzeźbiła) utwierdziła mnie w przekonaniu że jakoś sobie poradzę, przynajmniej technicznie – o ile nie będę myśleć o lufie.

Drogę poprowadził Paweł:

Jako druga wchodziła Zosia, a ja tuż za nią. Mariusz zamykał team. Pomimo iż znalazłam się pomiędzy dwoma członkami ekipy, miał0 to znaczenie jedynie psychologiczne. Żadne z nich nie byłoby w stanie mi fizycznie pomóc gdybym gdzieć utknęła. Wiedziałam, że w związku z tym utknąć mi nie wolno – muszę się piąć na sam wierzchołek bo inaczej… autentycznie, nie wiem co. Nie mam pojęcia co moglibyśmy zrobić.

Początek biegł rysą i był bardzo prosty, wkrótce jednak trzeba było się przewinąć na grań. Lufa zapierała tu dech- Inn Pinn to tylko kawalątek skały na bardzo wysokiej górze, i wspinając się mamy po prawej stronie kilkaset metrów spadu w dolinę, a po lewej – pionową ścianę, gdzieś w dole półkę startową i… również spad do kotła. Żeby to ogarnąć wyobraźnią, polecami filmiki na YouTube, robione z drona. Zdjęcia z trasy nie mają szansy oddać jaka tam jest ekspozycja.

(Foto by Paweł)

Wszyscy zgodziliśmy się co do tego iż jeden moment był trudniejszy niż reszta. Widać go na zdjęciu z poprzednim zespołem. W pewnej chwili ich niebieska lina znika za głazem, i kawałek powyżej to właśnie crux całej trasy: dość gładki fragment ściany, z dobrymi chwytami ale bez oczywistych stopni. Tam się nieco przestraszyłam, ale wiedząc, że MUSZĘ iść do góry, jakoś wlazłam, w dużej mierze siłą woli.

Oprócz tego fragmentu wejście było raczej proste technicznie, a największy problem stanowiła lufa. Wchodząc, ani przez moment nie patrzyłam przez ramię, ani też między swoje stopy, chyba że to ostatnie było absolutnie konieczne.

(Foto by Paweł)
(Foto by Zosia)

Na wierzchołku ulżyło mi w stopniu niewiarygodnym, nawet czekający mnie zjazd już nie przerażał. Świadomość że weszłam na Inn Pinna i mam go z głowy – a niepewność czy i jak to zrobimy było to coś co gnębiło mnie od dawna – spowodowała że endorfiny zalały mi mózg. Nie starczyło ich jednak na to bym weszła na głaz szczytowy, jeszcze bardziej eksponowany i wyglądający jakby zaraz miał polecieć. Zdaję sobie sprawę że w ścisłym sensie oznacza to że Inn Pinna nie zdobyliśmy, ale w kategoriach munrobaggingu wejście na szczyt popod głaz wystarczy do zaliczenia munrosa. Ja w każdym razie nie mam zamiaru z nikim dyskutować na ten temat: zrobiłam dokładnie tyle ile mogłam i to musi wystarczyć, amen.

My na wierzchołku – foto by Zosia
Paweł na samiutkim szczycie – foto by Zosia

Zjazd nie okazał się ani w jednej dziesiątej tak przerażający jak się obawiałam, w dużej mierze dzięki lekcji poprzedniego wieczoru. Na górze pomógł mi Paweł, w dole asekurowała Zosia:

(Foto by Paweł)

W międzyczasie warunki pogodowe poprawiły się i Paweł z Zosią mogli po raz pierwszy w życiu podziwiać piękno Czarnych Cuillinów i wyspy Skye.

Blaven
Bruach na Frithe, Basteir Tooth, Am Basteir i Sgurr nan Gillean
Sgurr na Banachdaich, Sgurr Thormaid, Sgurr a’Ghreadaidh
An Stac, Sgurr Dubh Mor, Sgur Mhic Choinnich, Sgurr Dubh na Da Bheinn, Sgurr Thearlaich, Sgurr Alasdair

Z kopuły szczytowej Sgurr Dearga zeszliśmy fragmentem grani głównej do Bealach Coire na Banachdich, a niżej – skalistymi, a później piarżystymi zboczami, dnem kotła aż do wodospadu Eas Mor gdzie nasza ścieżka łączyła się z wejściową. Cała pętla (pętelka?) to zaledwie 8 kilometrów.

(Foto by Paweł)

Mapka z Walkhighlands: https://www.walkhighlands.co.uk/maps/map3_10sk.shtml

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s