Nr 119, Slioch
Wymowa: szlijoh
Znaczenie nazwy: the spear (za MunroMagic)
Wysokość: 981m n.p.m.
Pozycja na liście munrosów: 170.
Data wejścia: 20.07.13
Po dwu ostatnich mniej spektakularnych wycieczkach fajnie było wybrać się znowu na północny zachód. Slioch jest jednym z ciekawszych munrosów. Typowo dla gór na zachodzie, choć nie jest wysoki charakteryzuje się imponującym przewyższeniem – ponad 900m, a przy tym jest po prostu i zwyczajnie ładną górą. Od strony Loch Maree nad którym biwakowaliśmy, ma kształt warownej wieży albo fortecy. Nie wiem skąd skojarzenie z włócznią, może przez to iż Slioch od strony przeciwnej faktycznie ma symetrycznie trójkątną, zaostrzoną bryłę mogącą się kojarzyć z grotem – mówię jedynie na podstawie zdjęcia u McNeisha.

Wieczór był cudny, ale po zrobieniu kilku zdjęć trzeba było schować się przez midgesami w samochodzie. Poniżej niewielki fragment masywu Beinn Eighe:

Poranek miał być piękny, ale i tak nas zaskoczył: takie niebo w Szkocji to ewenement.
Z naszego dzikiego biwaku pojechaliśmy do Kinlochewe, stamtąd skręciliśmy na Incheril i wyjechaliśmy prosto na parking. Z parkingu wyprowadza skrót: wąska ścieżka najpierw kawałek biegnie przez zarośla, by po może 100m dołączyć do szerszej drogi, biegnącej równolegle do rzeki.

Płasko, wśród paproci i uroczego lasu wędrujemy aż Kinlochewe River przechodzi w jezioro. Wzdłuż brzegu jeszcze kawałek, do mostu przecinającego inną rzekę (łączącą Loch Maree z położonym po drugiej stronie masywu Sliocha Lochan Fada). Od tego momentu zaczynamy się wspinać. Ścieżka jest, a nawet dwie – druga biegnie wzdłuż wspomnianej rzeki do Lochan Fada i nas nie interesuje.
Są trzy opcje: albo wbijać się na górujący nad nami Sgurr Dubh, początek grzbietu Sliocha; albo celować w kocioł za Sliochem (Coire na Sleaghaich), albo na drugie wybitne wzniesienie w masywie, Sgurr Tuill Bhain i z niego kontynuować granią. Pierwszej opcji nie polecam ponieważ strome podejście na Sgurr Dubh uważam za zbędną stratę energii. Opcją trzecią schodziliśmy. W celu wejścia kierowaliśmy się zatem do kotła. Bardzo słabo nam się szło, upał był masakryczny, to też zaważyło na wyborze drogi.
Beinn Eighe dominował w krajobrazie:

Po wejściu do kotła ukazuje się kopuła szczytowa Sliocha, acz wierzchołka nie widać. Zbocze po lewej to Sgurr Dubh.

Najwyższy widoczny punkt kopuły znajduje się już naprawdę blisko szczytu, oddziela je od siebie jedynie płytka przełęcz.

Nasza ścieżka skręcała w lewo by łagodnie wyprowadzić na obniżenie w grani pomiędzy Sgurr Dubh a Sliochem. W obniżeniu znajdują się dwa jeziorka i nareszcie znowu można zacząć podziwiać widoki w stronę Glen Torridon. Jesteśmy już na tyle wysoko że oprócz Beinn Eighe ukazują się także Liathach i Beinn Alligin (poniżej). Widoki na stronę przeciwną póki co są przysłonięte granią łączącą Sliocha z Sgurr Tuill Bhain.

Podejście które teraz się zacznie jest już finałowe, z tym że dość długie. Na niebie pokazało się na szczęście trochę chmur zatem szło się nam odrobinę lepiej i szybciej. Kawałek do kotła wlekliśmy się po prostu, tu też nie biliśmy rekordów prędkości ale było mimo wszystko łatwiej dzięki tej odrobinie cienia.

I znów Beinn Eighe – to naprawdę konkretny masyw! – plus sam początek Liathach. Zza Beinn Eighe (po lewej) nieśmiało wygląda Beinn Liath Mhor:

Tak prezentuje się wierzchołek z obniżenia pomiędzy nim a tym, co z kotła wydaje się być najwyższym punktem:

Szczytowe – obraz słusznej satysfakcji. Ten munros w tych konkretnych warunkach to naprawdę była ciężka robota.

Zbocza Sliocha opadające do Loch Maree mają faktycznie sporo charakteru. Sporo tu grani pomiędzy którymi leżą strome trawiaste połacie: coś jak rejon North Ridge na Ben Hope, czyli teren bynajmniej nie do wspinaczki, skały w sumie niewiele, ale niebezpieczny.
Plus kozy jakie dotąd widzieliśmy na pobliskim An Teallachu:


Tu natomiast grań wyprowadzająca na Sgurr Tuill Bhain, szczyt o za małej wybitności żeby zasłużyć sobie na status samodzielnego munro (na dalszym planie The Fannaichs):
Północny wschód: Loch Garbhaig i Lochan Fada, w tle An Teallach.

Loch Maree cieszy się reputacją jednego z najpiękniejszych jezior Szkocji, i muszę powiedzieć że absolutnie zgadzam się z tą opinią!


Wielkiego pięknego kruka nakarmiliśmy bułką i mielonką, za co zapozorował nam do zdjęć:

An Teallach po raz kolejny. Korbet Beinn Dearg Mor (po lewej, zlewa się z masywem AT) też jest godny uwagi i mamy w planach go odwiedzić.

Na odcinku ok. 500 metrów grań w stronę Sgurr Tuill Bhain zwęża się – jest to bardzo ładny odcinek trasy. Góry na które patrzę to znów The Fannaichs:

Tu zaś na II planie widać wypłaszczenie z jeziorkami i nasze nań podejście, oraz spory kawał podejścia finałowego. Tło dominują Beinn Eighe oraz Liathach.

Ze Sgurr Tuill Bhain zeszliśmy (można ścieżką, można po swojemu) do kotła, gdzie połączyliśmy się z drogą wejściową. Długość całości to ok 18 km.
Największym atutem Sliocha jest jego położenie – nad Loch Maree, mając po jednej stronie torridońskie olbrzymy a po drugiej munrosy Fisherfield, Dundonnell oraz The Fannaichs. Widoki o epickim oddechu, poczucie – zresztą najzupełniej słuszne – pustki i dzikości, wreszcie uroda samego Sliocha – góra wskazuje u mnie do szufladki z napisem "najbardziej ulubione".
W kwestii kempingu: nad Loch Maree jest sporo oznaczonych i nieoznaczonych niewielkich parkingów, które niektórzy wykorzystują w takim właśnie celu.

