Moruisg

Nr 240, Moruisg

Wymowa: moruszk (z akcentem na druga sylabę)

Znaczenie nazwy: big water

Wysokość: 928 m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 255.

Data wejścia: 9.10.2019

Moruisg leży po południowej stronie Glen Carron przy drodze A890, gdzie można zaparkować w zatoczce u samego początku trasy. Z początku oczywista ścieżka sprowadza z wału na wrzosowisko, prowadzi przez most i pod przejazdem kolejowym, by stopniowo stawać się coraz bardziej wątła. Poprowadzi nas jednak, czasem trochę ginąc, na sam szczyt.

Obok nas zaparkowała grupa myśliwych w swoich ubiorach w kolorze khaki. Kolejna grupka rezydowała nad rzeką, ci chyba tylko łowili. Kiedy podchodziliśmy połogim zboczem, kilkakrotnie było słychać strzały. Jesień to w Highlandzie czas deerstalkingu, przy czym są różne daty tegoż dla różnych rejonów. W bardziej cywilizowanych okolicach umieszcza się stosowne ostrzeżenia, z reguły na tablicach z mapą czy info o okolicy, ale tutaj nawet nie byłoby gdzie ani do czego takiej informacji przyczepić. Pocieszało mnie że byliśmy chyba nie najgorzej widoczni, w kurtkach czerwonawej, zielonej oraz granatowo-czerwonej, plus mój zielony plecak. Nie wiem czy za względu na nas czy z jakiegoś innego powodu myśliwi szybko się jednak zmyli (samochód odjechał) co sprawiło mi dużą ulgę – nie jest fajnie iść kiedy masz wrażenie, może nawet nie do końca mylne, że ktoś mierzy ci w plecy.

Poniżej zbocze Moruiska oraz (po prawej) korbet Sgurr nan Ceannaichean:

Zbocze wejściowe jest, jak to w Highlandzie, niemożebnie mokre. Dlatego lepiej w miarę możliwości trzymać się ścieżki, która na niektórych odcinkach jest minimalnie bardziej sucha niż reszta otoczenia. Samo włażenie jest zapewne dużo mniej żmudne kiedy ma się widoki, my niestety nie mieliśmy prawie żadnych. Nad Glen Torridon wisiały siężkie chmury, nie było widać nawet munrosów z zachodniej części Glen Carron. Po przeciwnej stronie Slioch też się chował.

Z drugiej strony, w lepszych warunkach pogodowych raczej nie zobaczylibyśmy czegoś takiego:

Kiedy osiągnęliśmy wał szczytowy po drugiej stronie coś się odsłaniało, acz niewiele. Pierswszy (wschodni) kopiec nie oznacza wierzchołka, do tego trzeba jeszcze kawałek podejść w kierunku zachodnim.

W chmurach chowa się masyw niezdobyego jeszzce pzrez nas munrosa Maoile Lunndaidh:

Zdjęcie szczytowe. Szczyt Moruisga nie należy do najbardziej charakternych. To raczej pagór, którego największym atutem jest lokalizacja.

Ze szczytu schodziliśmy w kierunku sąsiada – korbeta, Sgurr nan Ceannaichean. Korbet ten mierzy 913m n.p.m., i przez pewien czas cieszył się statusem munro (stracił go już za naszego pobytu w Szkocji, w większości naszych książek jeszcze występuje w tej roli), ale kolejny pomiar wykazał że jednak trochę mu brakuje. W sumie szkoda, bo jest to góra bardziej charakterna niż plackowaty Moruisg: w kształcie (przynajmniej od strony od której szliśmy) ściętej piramidy, z ładnym kotłem opadającym na północ do Glen Carron. Ponieważ pogoda zmieniała się błyskawicznie i – czego na zdjęciach nie widać – pieruńsko wiało i strasznie marzłam, zdecydowaliśmy że nie musimy na Sgurr nan Ceannaichean wchodzić, tzn. na zwornik z którego sprowadza ścieżka zejściowa oczywiście tak, ale niekoniecznie na sam wierzchołek.

Tu widać wspomniany kocioł. Nie jest zbyt efektowny bez śniegu, ale jeździliśmy doliną Carron wielokrotnie o różnych porach roku, i widziałam że pokryty śniegiem sprawia groźne wrażenie.

Podczas całej wycieczki towarzyszyły nam ryki jeleni (teraz mają one gody, stąd też deerstalking). Ryk jelenia brzmi mniej przeciągle niż krowy, i bardziej… Agresywnie? Dziko? Próbowaliśmy też je wypatrzeć na zboczach – w tym rajonie żyją ich olbrzymie stada – i kilka razy nam się udało. Zdjęcie poniżej jest jedynie ilustracyjne, nie zawiera jeleni 😉

Maoile Lunndaidh

Jak wspomniałm, w tym rejonie został nam jeszcze tylko jeden munros, położony po sąsiedzku Maoile Lunndaidh. Jest to dość długa trasa jak na pojedynczego munrosa (26 km), ale duża jej część to podejście/zejście doliną. Szkoda mi bedzie odhaczać ten rejon…

Faktycznie weszliśmy jedynie na zwornik, pomimo iż jak widać na wierzchołek było stamtąd blisko – rozpadało się jednak całkiem solidnie i widoczność się pogorszyła.

Zejście było znośne, dopóki teren był stromy. Kiedy zrobiło się bardziej połogo, zaczęło się to, co zwykle: bagienka, bagna, błotne dziury… Jedynym momentem roku kiedy CZASEM udaje się tego uniknąć jest lato, wtedy kiedy mamy już tradycyjny coroczny dwu- albo trzytygodniowy heatwave i przez ten czas faktycznie nie pada. Dlatego na Highland dobre buty, najlepiej z gumowym otokiem, oraz solidna impregnacja to podstawa. A kiedy jedzie się na dłuższy pobyt najlepiej mieć dwie pary treków. Nie wiem czy Szkocja jest najbardziej mokrym krajem na świecie (pewnie pierwszeństwo weźmie jakaś Indonezja czy Brazylia) ale na pewno nie ma daleko do podium.

Trasa to 12km, nasza wersja mogła mieć z 11 ponieważ nie weszliśmy na szczyt Sgurr nan Ceannaichean.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s