Aonach Dubh

Na początku kwietnia wybraliśmy się do Glencoe z zamiarem ponapawania się widokami i ewentualnie zrobienia jakiejś łatwej trasy (w wyższych partiach leżał na masę śnieg). Nie mieliśmy mapy ani koncepcji, za to dużo zapału. Okazało się, że to wystarczy, żeby było wesoło.

Glencoe (bądź Glen Coe), Dolina Łez, jedno ze słynniejszych miejsc w Szkocji (rzecz jasna po pierwszej lidze, którą stanowią Edynburg, Glasgow, Loch Ness i Rosslyn:>), jest miejscem bezdyskusyjnie przepięknym. Położona w West Higland, razem z sąsiednią Glen Etive stanowi konkretne skupisko munrosów oraz wzniesień mniejszych, ale równie dekoracyjnych. Wylotem wschodnim obie doliny opierają się o pustkowie Rannoch Moor. Do zachodniego sięga morze, a powstała zatoka (Loch Linnhe), wżynająca się w ląd głęboko jak fiord, wysuwa w stronę doliny swoje wąskie odgałęzienie, Loch Leven. Patrząc na LL z góry w życiu by się człowiek sam nie domyślił, że to nie jezioro.

Co do naszej trasy, wybraliśmy ją zupełnie przypadkowo. Zatrzymaliśmy się po prostu na jednym z dwóch parkingów i zaczęliśmy kombinować, jakie szlaki odchodzą w polu widzenia. Wybór był dość oczywisty, za niskie by pokrywał je śnieg Three Sisters, niższe piętro z nieznanych mi przyczyn nie będącego munrosem imponującego Stob Coire nan Lochan, wznosiły się tuż nad nami i widać było, że prowadzi tam droga:

Dwie z Three Sisters, Gearr Aonach i Aonach Dubh

Szlak z początku zbiega w dół, do faktycznego dna doliny (szosa puszczona jest nieco wyżej), przekracza potok River Coe i zaczyna piąć się w górę, trawersując zbocze Gearr Aonach. Ścieżka jest dobrze widoczna, raczej wygodna, w znacznej części ułożona z kamieni, choć sporo jest i wkurwiającego żwirku.

Ten pierwszy odcinek jest mało nachylony, wysokość zyskujemy powoli. Daleko w górze widnieje coraz wyraźniejszy szczyt Stob Coire nan Lochan, który z tej odległości wydaje się strasznie daleki, wysoki i ogólnie nie do zdobycia:]

Kiedy osiągamy środek podkowy i zaczynamy się piąć równolegle do potoku, robi się stromiej – już nie trawersujemy ściany, ale walimy centralnie, obrzeżami wielkiego żlebu. Sceneria raczej bez zmian – szczyt bliżej i bliżej, ale wciąż budzący respekt; za plecami coraz głębsza dolina i coraz cieńsza nitka szosy A82.

Im wyżej, tym stromiej, więcej żwiru i słabiej widoczna ścieżka. Pod koniec idzie się już bez zwracania uwagi, jest droga czy nie, skoro jedyny logiczny kierunek prowadzi tak czy inaczej prosto w górę.

Ostatnie podrygi wyraźnego szlaku, zaraz będzie stromo a ścieżka się rozmyje

Kiedy w końcu osiągamy najwyższy punkt zbocza, znajdujemy się na – mniej więcej – równi, lekko tylko pofałdowanej. To szczyt podkowy, czy też półksiężyca, budowanego przez Gearr Aonach i Aonach Dubh. Jeśli te dwie kolumny są nogami krzesła, to równia jest siedziskiem, a urwiska SCnL oparciem. Porównanie tylko z pozoru wydumane, bo dokładnie tak to wygląda:

Na Gearr Aonach, w tle Stob Coire nan Lochan

http://leisure.ordnancesurvey.co.uk/leisure

Widoki oczywiście wymiatają.

Stob Coire Sgreamhach

Grań Aonach Eagach po przeciwnej stronie doliny

Z pogodą wyjątkowo się nam poszczęściło, ale o tym, że to jednak wczesny początek wiosny, nie dawały zapomnieć płaty śniegu:

Na szczyt SCnL nie próbowaliśmy wchodzić. Panowie chcieli, ale zaprotestowałam stanowczo. Było za dużo śniegu. Może to przesadna ostrożność, ale moje doświadczenia ze śniegiem w górach ograniczają się do seryjnych zjazdów na dupie w Tatrach w czerwcu 2006, kiedy warunki (czego się spodziewałam, ale nie miałam możliwości pojechać w innym terminie) były klasycznie zimowe już w wyżej położonych dolinach. Było średnio, czuję się na coś takiego nieprzygotowana i wolę nie ryzykować, tym bardziej że cóż za problem zaliczyć tę samą trasę latem.

Pomimo zmiany planu na mniej ambitny, otoczenie wprawiło ekipę w taką euforię, że zwiedziliśmy całą (a konkretna owszem jest) podkowę, od krańca do krańca. Przepaście po obu stronach były imponujące, ale tym, dla czego naprawdę warto było się tą trasą wybrać, okazały się widoki z Aonach Dubh, siostry wyższej, zachodniej, liczącej 892m npm.

Idziemy na Aonach Dubh

Droga A82

Wyraźnie widać, że szosa jest puszczona powyżej dna doliny

Miejscowość Glencoe nad brzegami Loch Leven

W końcu trzeba było przerwać tę sielankę i zacząć złazić, ale nikt nie miał ochoty wracać żlebem wzdłuż potoku. Postanowiliśmy zejść na dzika bezpośrednio z AD, ścinając hektar starej trasy i zaoszczędzając czas (jeden z kolegów śpieszył się do Edynburda w sprawach mocno prywatnych:P). Szlak w dole było pięknie widać, a zbocze, choć bardzo strome, nie wyglądało jakoś strasznie hardkorowo. Zaczęliśmy schodzić.

Ten odcinek okazał się – oprócz oczywiście widoków – najfajniejszym punktem całej wycieczki. Złaziliśmy prawie pionowym trawiasto – skalistym stokiem, gdzie nachylenie powodowało, że w wielu miejscach trzeba było przysiadać na dupie i trzymać się trawy, kamulców czy co tam jeszcze się znalazło do trzymania. Groźnie nie było AFAIR w żadnym momencie (chociaż przy pewnym pechu jak najbardziej było gdzie połamać nogi), ale w kilku miejscach (skały plus żwirek my love:]) trzeba było jednak następny krok przemyśleć.

Teren naszego zejścia z przyległościami

Łatwy moment

Szlaku tą metodą faktycznie ścięliśmy sporo, w dodatku w malowniczy sposób. Kolega zdążył na swoją randkę;)

Wycieczkę na Aonach Dubh polecam wszystkim, którzy mają ochotę na wysokogórskie widoki, ale niekoniecznie lubią ryzyko. Pierwszoligowe wrażenia estetyczne zapewnione. Trudności technicznych w trasie żlebem brak, w naszej dzikiej właściwie też – choć tu trzeba zachować minimum ostrożności. Droga może być dość męcząca dla osób o słabszej kondycji, ale nie jest na tyle długa, by nie można było sobie pozwolić na częste postoje. Trudności orientacyjnych brak, po prostu należy się wspinać / schodzić zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Niewolnicze trzymanie się ścieżki na tej akurat trasie nie jest konieczne.

Odcinek żlebem oceniam na *, nasze zejście z AD na mocne **.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s