Rysy


Chociaż po Tatrach chodzę już ładnych parę lat, na najwyższym szczycie Polski stanęłam dopiero w tym roku. W dodatku drugiego dnia po przyjeździe, bez żadnej aklimatyzacji – pewnie dlatego wlokłam się z wywalonym jęzorem. Acz były z tego i profity: nierokujące nadziei chmury ustąpiły ze szczytu tuż przedtem, nim tam dopełzłam. Ci, którzy startowali równo ze mną, nie mieli szansy na widoki.

W relacji skupię się na samym gęstym. Notki tatrzańskie, zwłaszcza z trudniejszych szlaków, mogą potencjalnie interesować dwa typy czytelników: takich, którzy szukają info o trudnościach (że jest ich wielu, wskazuje mnogość zapytań typu „szpiglasowa łańcuchy” w moich statystykach) oraz tych, co byli i chcą skonfrontować z kimś wrażenia. Tak że tym razem bez widoczków, miłośnicy mogą znaleźć setki lepszych stron.

Przebieg szlaku można prześledzić znad Czarnego Stawu pod Rysami:

Na żółto zaznaczyłam partie chodnikowe, na czerwono teren pokryty sztucznymi ułatwieniami.

Odcinek „żółty” jest dość żmudny, zwłaszcza w końcowej partii. Jest stromo i widoki tylko z tyłu – na Czarny Staw z przerażającą ścianą Kazalnicy, Morskie Oko i mur Miedzianego, zza którego stopniowo zaczną się wyłaniać wzniesienia Orlej Perci. Nas otacza z obu stron przepiękna Żabia Grań, której zarysy wyostrzają się w miarę jak brniemy do góry – najbardziej zaskakujący jest Żabi Koń (na zdjęciu – po prawej od najniższej przełączki), który z raczej obłej w kształtach turni zmienia się w niemal igłę.

Połowa szlaku wypada mniej więcej na Buli pod Rysami. Od Buli zaczyna się coś, co pan Nyka nazywa skalną grzędą, a ja określiłabym na chłopski rozum jako umiarkowanie strome, w całości skaliste zbocze. Tu zaczynają się łańcuchy.



Łańcuchów jest dużo. Bardzo dużo. Ktoś zaszalał. Nie zgrywam dzika, widać zresztą, że na wielu zdjęciach się ich trzymam. Ano, nie zawsze mam siłę i ochotę żeby kombinować, kiedy tak prosto jest schwycić łańcuch. Ale ponad połowę trasy przeszłam nie korzystając z nich, bo zwyczajnie było mi łatwiej wybrać inną opcję; Mariusz nie dotknął żelastwa ani razu i to w obie strony.

Stromizna raz jest słabsza, raz wzrasta, jednakowoż pionów tam raczej nie ma. Droga grzędą nie jest w ogóle eksponowana. Sturlać się na pewno można, ale polecieć już nie. Idziemy schowani pomiędzy zasłaniającymi widoki graniami, przepaści w polu widzenia brak – ten szlak raczej nie czesze psychiki.

Pod względem trudności odcinek grzędą porównałabym do Szpiglasowej, może w jednym czy dwóch miejscach do Świnicy (ale na Świnicy jednak ekspozycja jest). Tyle tylko że podejście na Rysy jest cholernie długie, a ilość łańcuchów nieporównywalna.



Zresztą, zdjęcia mówią same za siebie.

Wreszcie – hurra! – wychodzimy na grań. Widok na Słowację wymiata, ale jeszcze lepsza jest świadomość, że już praktycznie weszliśmy. Odcinek granią to dosłownie parę kroków. Jest to jedyne na całym szlaku eksponowane miejsce, co nie znaczy że trudne, zresztą jest łańcuch.

Powyżej pan w czerwonym kapturku przymierza się do trawersowania na lewą stronę grani…

… a sam trawers powyżej, i to jest właśnie to jedyne eksponowane miejsce. Skały po lewej to już wierzchołek.

Poniżej z kolei wyraźnie widać, że hardkorów na tym szlaku nie ma:

Z zatłoczonego wierzchołka polskiego przeszliśmy na o 4m wyższy słowacki. Widać stamtąd dobrze podejście od drugiej strony – zwykła ścieżka, przynajmniej w rejonie ogarnialnym wzrokiem.

Na polskim wierzchołku znajduje się tablica informująca że znajduje się tu przejście graniczne. Rozczula informacja, że przejście jest dozwolone również rowerzystom. Ja się nie skuszę, chociaż zjazd z Rysów byłby na pewno interesującym doznaniem.

W zejściu stopień trudności jest porównywalny.

Szlakowi daję ***, jeśli chodzi o trudność może wejść prawie każdy (co nie znaczy że ostrożność nie jest wskazana! To mimo wszystko nie jest Droga pod Reglami), natomiast słabszym przewyższenie może nieźle dać w kość (lepiej zanocować w schronisku, wyjść o szóstej i potem mieć luz z czasem. Tak też my zrobiliśmy). Trochę powietrza pod nogami tylko na króciutkim odcinku. Piękne widoki ze szczytu, w sumie wrzuciłabym fotkę czy dwie ale wyszły słabo ze względu na pogodę. Zresztą panoramę z Rysów można bez problemu wygooglać.

I jeszcze jedno – nie zapomnijcie rękawiczek, gdzie jak gdzie ale tu się przydadzą.

Komplet zdjęć tu: >>LINK<<

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s