Rohacze

Myli się ten, kto sądzi, że na hardkory można liczyć tylko w Tatrach Wysokich. Zachodnie też mają trochę do zaoferowania, z tym że wyłącznie po słowackiej stronie granicy. Najciekawszym szlakiem jest graniówka ciągnąca się od Rohaczy przez Trzy Kopy, Hrubą Kopę, Banówkę, Pacholę i Salatyn po Brestową – podobna charakterem do Orej Perci a dłuższa, na wielu odcinkach eksponowana i z zamontowanymi sztucznymi ułatwieniami. W tym roku testowaliśmy odcinek przez Rohacze i wrażenia jak najbardziej pozytywne. Szlak na pewno dokończymy za rok.

Wchodziliśmy od polskiej strony i była to opcja trochę desperacka. Napierw 8km Chochołowskiej (byliśmy tam o piątej rano), potem za schroniskiem zielonym szlakiem przez Chochołowską Wyżnią na przełęcz pomiędzy Wołowcem a Rakoniem, wreszcie przez Wołowiec na Jamnicką Przełęcz oddzielającą go od Rohacza Ostrego i dopiero trasa właściwa. A po przejściu rohackiej grani trzeba jeszcze wrócić (przełęcz Zabrat – Rakoń – wspomniany szlak zielony). Tak że naszego wariantu raczej nie polecam, lepiej iść na ten szlak od strony słowackiej (z Zuberca albo lepiej Chaty na Zwierówce, ale mówię na podstawie map, nie własnego doświadczenia), albo przynajmniej raz nocować w Schronisku Chochołowskim, bo Chochołowska dwa razy w ciągu jednego dnia to jest trochę dużo, zwłaszcza że w godzinach kiedy mamy nią wędrować rowery nie są dostępne – już albo jeszcze.

Drobna rada – jeśli byliście już na Wołowcu darujcie sobie wbijanie się na wierzchołek, a skorzystajcie z wydeptanego trawersu, który pozwala zaoszczędzić trochę czasu i energii. Niewiele, ale zawsze coś, zwłaszcza że ten szlak jest tak długi.

Rohacze po raz pierwszy odsłaniają się z przełęczy pomiędzy Woło a Rakoniem:

Rohacz Ostry (2084m n.p.m.) i Rohacz Płaczliwy (2126m n.p.m.)

W centrum Trzy Kopy z Hrubą Kopą



Smutna Przełęcz, z której opada szlak zejściowy do Doliny Smutnej



Jamnicka Przełęcz i Rohacz Ostry z końcowych partii ścieżki z Wołowca

Wspinanie zaczynamy od Jamnickiej Przełęczy. Z początku szlak jest dość niewinny, ale szybko stromieje, a teren staje się skalisty. Już niedaleko od pierwszego wierzchołka zaczynają się łańcuchy.

Idzie się dość łatwo. Jeden moment zrobił na mnie wrażenie: bardzo eksponowany trawers, który pokonywało się po niewielkiej półeczce. Nie było to trudne, ale wiadomo – pierwsze eksponowane miejsce na szlaku (zawsze tak mam, a potem w miarę pokonywania kolejnych trudności mi się to wytraca). No i tam chętnie skorzystałam z łańcucha. Nawiasem łańcuchy – inne niż polskie, dłuższe i cieńsze – momentami rozpięte są trochę bezmyślnie, na szczęście bez nich da się spokojnie wejść (z wyjątkiem tego jednego trawersu, ale to IMHO).
No i wreszcie – słynny rohacki koń. Stroma i eksponowana skalna płyta i odcinek grani tak ostry, że można się jej trzymać, co zresztą jest bardzo rozsądną opcją, bo ja przynajmniej nie mam koncepcji, co tam mogłabym zrobić z łańcuchami (a są). Idzie się po wyrzeźbionych w skale stopniach, trzymając się skały – jak mawia mój kumpel, pyk, cyk i fik, i jesteś w bezpiecznym miejscu. To tylko parę kroków i to nietrudnych, ale rozumiem czemu rohacki koń jest tak znany. Na mnie też zrobił wrażenie, przy czym efektowność nijak ma się tu do trudności technicznej, przynajmniej przy suchym.

Powyżej nie widać przepaści, więc można skupić się na faktycznej trudności odcinka – z takiej perspektywy strasznie to nie wygląda.
Poniżej już bardziej wiadomo, na czym polega cały wic:

A to kawałek dalej. Zdjęcie, zwłaszcza amatorskie, nigdy do końca nie odda ekspozycji, ale myślę że da się zauważyć, iż jest gdzie polecieć.

Za koniem szlak obniża się do Rohackiej Szczerbiny…

… a potem musimy pokonać ubezpieczony kominek, który wyprowadzi nas na drugi z wierzchołków Rohacza Ostrego. Bez hardkorów.



Widoki ze szczytu sobie daruję, z Płaczliwego są lepsze, bo jest wyższy, a ponadto najpiękniej w panoramie prezentuje się właśnie Ostry.
Schodząc w kierunku Rohackiej Przełęczy, jeszcze w rejonie wierzchołka, pokonujemy kolejny komin, bliźniaczo podobny do poprzedniego. Mnie wydał się trudniejszy (nie lubię schodzenia), ale zeszłam podobno bardzo sprawnie, stopni jest tam akurat tyle, ile potrzeba.

Powyżej komin od góry, poniżej od dołu. Jak zwykle od góry wygląda dużo słabiej.



Ten kominek to ostatni odcinek szlaku wymagający zamontowania łańcuchów. Na Rohacz Płaczliwy wbijamy się na lewo od grani, to po skałach to ścieżką. Za plecami mamy coraz bardziej wariacki w kształtach Rohacz Ostry. Na wierzchołku warto zatrzymać się na dłużej, bo jest wybitnie widokowy:

Kontynuacja graniówki przez Trzy Kopy, po prawej Smutna Przełęcz i zygzaki szlaku zejściowego

Wołowiec i Rohacz Ostry

Rohacz Ostry, w tle Kominiarski, Ciemniak i czubek Giewontu

Szlak ze Smutnej Przełęczy

Z Płaczliwego mamy jeszcze do przejścia spory kawałek skalistą granią. Można iść tak jak prowadzi szlak, jej ostrzem (nie jest trudno, za to ciekawiej) albo ścieżką po lewej stronie. Znaki są moim zdaniem za rzadko rozmieszczone, ten odcinek może być mylny we mgle.

Już niedaleko Smutnej Przełęczy napotykamy coś, co nazwałam Cmentarzyskiem Świstaków. Masa kopczyków, i to nie jakichś tam prymitywnych, tylko prawdziwie koronkowych konstrukcji. Co do niektórych aż ciężko uwierzyć, że to się nie przewraca:



Ze Smutnej Przełęczy można kontynuować marsz granią, albo zejść do Doliny Smutnej. Fakt, że za wesoło to ona się nie prezentuje, cała pokryta zielonkawymi piargami, o tym samym charakterystycznym odcieniu co podejście na Jarząbczy.

Rohacze z okolic Smutnej Przełęczy

Od Bufetu Rohackiego, gdzie Dolina Smutna przechodzi w Dolinę Rohacką (mają taniego Złotego Bażanta z kija) wbijaliśmy się krótkim i bardzo malowniczym szlakiem na przełęcz Zabrat, z której pół godziny wchodzi się na Rakonia.
Z tego szlaku Rohacze znów zaczynają się przezentować należycie efektownie, bo patrząc ze Smutnej Doliny, czyli od ich bezpośrednich podnóży, trudno uwierzyć że to te same dumne piramidy:

Rohacz Ostry (!)

Z Rakonia to już wiadomo: przełęcz, Chochołowska Wyżnia, schronisko.

Szlak jest po prostu cudowny. Widoki w Tatrach Zachodnich mają monumentalny charakter, doliny są tu głębsze, odległości większe, więcej przestrzeni i powietrza, a przy tym krajobraz nie jest tak drapieżny jak w Tatrach Wysokich, bardziej sielsko-pocztówkowy. Trudności oceniam na ****/*****. Teraz, kiedy siedzę przed kompem wydaje mi się, że to wszystko było proste ale taką ocenę sformułowałam na gorąco tuż po pokonaniu szlaku, więc niech będzie. Trasa zdecydowanie nie dla nieprzepadających za ekspozycją. Ludzi sporo, głównie Słowaków, momentami trzeba było poczekać na swoją kolej. Zadziwiły nas dwa kajtki tak na oko z siedem – osiem lat, wędrujące żwawo bez plecaków, i najwyraźniej same (!!!). Gdyby ich rodzice wiedzieli, że pociechy sobie na luzaku kicają po Rohaczach…
Przefajnie było. Już się nie mogę doczekać kontynuacji.

Zdjęcia tu: >>LINK<<

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s