Liathach

Nr 38, Spidean a’Choire Leith i nr 39, Mullach an Rathain

Wymowa: spidżyn a kori lei; muluh an rahan

Znaczenie nazwy:
peak of the grey corrie; summit of the pinnacles

Wysokość: 1055m n.p.m.; 1023m n.p.m.

Pozycja na liście munrosów: 75.; 108.

Data wejścia: 14.06.2009

Liathach (czyt. lijah, the grey one, na mój osobisty użytek Szarak) planowaliśmy już od dawna. Dziewięciokilometrowy masyw górski uchodzi – obok Aonach Eagach i An Teallach – za najciekawszą graniówkę szkockiego mainlandu (palmę pierwszeństwa dzierżą Black Cuillin na Skye). Klasyczny trawers Liathach nie zakłada przejścia całej grani, a jedynie odcinka środkowego pozwalającego zaliczyć dwa munrosy i Am Fasarinen Pinnacles. Drugą w miarę popularną, jakkolwiek o wiele mniej niż klasyk opcją, jest atak od północy przez Meall Dearg i Northern Pinnacles. Jest to wariant wciąż scramblingowy, ale trudniejszy i zaleca się na nim asekurację.

Jako że szliśmy drogą tradycyjną, wystartowaliśmy z Glen Torridon. Dolinę tę warto odwiedzić dla niej samej, nawet bez ambicji górskich bo jest przepiękna. Pod przytłaczającymi ścianami Szaraka kuli się hostel SYHA i kemping. Uwaga: pokoje w hostelu nie są koedukacyjne. Pomimo dwu wolnych miejsc w damskiej sypialni, w której niżej podpisana nocowała, panowie musieli się przespać w namiocie, walcząc z midgesami. Nie rozumiem i nie zrozumiem nigdy.

Samochód zostawiliśmy na początku szlaku, woląc podchodzić asfaltem póki i tak trzeba się rozchodzić.
Wbijka na grań Szaraka była łatwa, w nieprzesadnie stromym terenie, ale ze względu na swą długość nieco męcząca. Ponieważ kiedy uskuteczniam za długie notki blox się narowi, ograniczyłam ilość zdjęć oraz opis do samego gęstego. Komplet fotek, a jest na co popatrzeć, tutaj >>LINK<<.

Poniżej Am Fasarinen widziane z szosy:

Po wyjściu na grań widoki na przeciwległą stronę miażdżą (będą dalej). Kierujemy się w lewo – wzniesienie po prawej ma powyżej 914m, ale nie kwalifikuje się do munros. Odcinek początkowy nie jest trudny. Najpierw mamy fragment płaskiej grańki – można iść jej ostrzem, co już odrobinę daje przedsmak tego, co Liathach oferuje, jakkolwiek trudności nie występują – dalsza zaś droga na pierwszego munro (trzecie wzniesienie) wygląda tak:

Za Wojtkiem widoczny jest Stob a’Choire Dhuibh Bhig, który podobnie jak dwa szczyciki przed Spideanem nie załapał się do munros ze względu na MDW niższą niż 500ft.

Widok na kluczowy fragment trasy, grań Am Fasarinen, otwiera się dopiero ze szczytu Spideana. Nie wiem jak na zdjęciu, ale na żywo naprawdę robi wrażenie.

Tu obiecany widok na przeciwległą stronę grani, po prawej podnóże masywu Beinn Eighe, kolejnego ze szkockich klasyków:

Poniżej zaś prześledzić można resztę trasy. Am Fasarinen przechodzą w łagodną grań, kulminującą w Mullachu an Rathain. Czarne poszarpańce z prawej strony wierzchołka to początek – lub koniec, wedle preferecji – Northern Pinnacles:

Moje ulubione zdjęcie:

Mullach, Northern Pinnacles i Meall Dearg:

Tu zaś widać, którędy na Meall Dearg się drapać. Trasa podobno łatwiejsza niż wygląda, scramblingowa czwórka (Am Fasarinen mają dwójkę, pewnie dlatego że trudności można stopniować lub całkiem ominąć).

Am Fasarinen można obejść ścieżką biegnącą nad Glen Torridon, ale ze względu na jej stan nie jest to zalecane. Ponadto, na samych pinaklach też można stopiować trudności. Najłatwiejsze warianty są naprawdę proste. Korzystałam to z nich, to z trudniejszych, chłopaki leźli hardkorami (w mej subiektywnej ocenie rzecz jasna).

Piaskowiec jest pięknie urzeźbiony i daje wiele możliwości. Formacje w rejonie pinakli są takie:

Albo takie:

Wrażliwych może nieco poczesać ekspozycja. Przyznam że mnie mocno zdeprymował koń skalny na samym początku Am Fasarinen. Nie był trudny, ale od północy lufa taka, że spokojnie 100m wolnego lotu. Nie podobało mi się to i weszłam na skurczybyka od drugiej strony. Od południa, od Torridonu, spadło by się najwyżej kawałek: tam też jest lufiasto i to nawet bardziej, ale jednak dopiero te kilkanaście metrów od trasy. Tamtędy zresztą biegnie sobie scieżka – omijanka.
Tak to wygląda w stronę Torridonu:



A tak w stronę Coire na Caime, i tu nie ma żartów, bo ściana opada bezpośrednio z pinakli:

Nie jest trudno, chyba że naprawdę najcięższymi opcjami (jedną taką zaliczył Mariusz, przy oglądaniu tegoż nieco osłupiałam). Jedyne co może powodować dyskomfort to lufa. U mnie trochę powodowała. Nie przeszłam wszystkiego najłatwiej jak się dało ale najtrudniej też nie, z wyjątkiem jednego miejsca, gdzie zresztą przeżyłam chwilę grozy gdy zaklinowała mi się noga, a z prawej taki spad, że hej.

Za Am Fasarinen aż do Mullacha teren jest łatwy, jakkolwiek na prawo opadają imponujące ściany.

Rzut oka na Am Fasarinen od drugiej strony:

Z Mullacha do Torridonu schodzi się najpierw piarżyskiem, potem przyjemniejszą ścieżką. Można złazić ramieniem Mullacha (scramblingowa trójka), ale nawet nie przyszła nam do głowy taka opcja. Co mieliśmy zobaczyć, zobaczyliśmy. Liathach jest imponujące i piękne a okolica rzuca na kolana. Jest to na mojej prywatnej liście jedna z tych wycieczek, które dały mi prawdziwego energetycznego kopa i zapewniły uśmiech na twarzy na kolejne parę dni.
Tu >>LINK<< bardziej emocjonalna relacja. Niestety na blogu muszę się pilnować z ilością tekstu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s